niedziela, 8 stycznia 2017

Rozgrzewka


Zesztywniały palce, od ponad roku nie miałam igły i nici w ręku, czółenek, szydełka, papierków też.
Zrobiłam kilka hardangerowych drobiazgów , zakładki, nieśmiertelne poduszeczki, torebeczkę na nasiona. Do czego służą robótkowe narzędzia, nie zapomniałam tylko dzięki kursom prowadzonym dla Haftixu ;) .
Zaczynam jednak tęsknić za dzierganiem.

Tuż przed świętami naszła mnie ochota na zabawki z filcu, w pobliskich sklepach zostały tylko jego resztki, ale coś tam udało się zebrać i tak uszyłam takie białe drobiazgi na choinkę.






Filc syntetyczny, dość sztywny, haftowałam tępą igłą, ale wypracowałam metodę i jestem zadowolona. Szablony wyrysowałam sama na podstawie tego co kiedyś widziałam w internecie. Haftowałam wiskozową, błyszczącą nicią znalezioną w mojej przepastnej walizie, już zapomniałam  jakie skarby tam ;). Dodałam też malutkie cekiny i koraliki. To jest początek większego projektu.

Mam ambitne plany własnoręcznie przygotować ozdoby na całą choinkę, w ubiegłym roku wydziergałam kilka frywolitkowych ubranek na transparentne bombki. Bardzo mi się spodobały Renulkowe, zakupiłam więc przeźroczyste bombki szklane w kilku wielkościach,  nitkę Mercel Especial Limol 40 i rozpoczęłam frywolenie, ale na tych kilku się skończyło. W trakcie przeprowadzki do nowej sypialni tak dobrze schowałam nici, że znalazłam je przypadkiem dopiero niedawno, naprawdę były w miejscu bezpiecznym i łatwo dostępnym, za często jednak ostatnio przenoszę rzeczy w domu i takie są skutki. 




Na szczęście salon nie jest jeszcze zrobiony, choinka stała w kącie jadalni i mogłam sobie darować jej nową szatę.


Od kilku już lat zbieram latem sosnowe szyszki z przeznaczeniem na wianki świąteczne, w grudniu te szyszki lądowały pod tujami, bo ciągle zapominałam. W tym roku wreszcie udało mi się wianek zmajstrować. Do jego ozdobienia uszyłam filcowe laseczki i ludziki. Wianek zawisł na nowych drzwiach wejściowych.









Teraz myślę co by tu nowego , ale najpierw trzeba skończyć rozbabrane hafciki, żeby zasłużyć na nagrodę w postaci nowej robótki ;).



niedziela, 25 grudnia 2016

Świętujmy

                                                  
                           Z radością, miłością, w spokoju...









                          
                           Nasze święta są bardzo słodkie.


sobota, 10 grudnia 2016

Przedświąteczne słodkości.


           Przygotowania świąteczne w pełni, trzeba więc odszczurzyć i bloga.

     Dzisiejsze popołudnie spędziłam bardzo miło, na naszym comiesięcznym spotkaniu robótkowym,  choć w tym roku z przeuroczymi koleżankami spotykałam się nie częściej niż raz na kwartał ;) . Tym razem obiecałam dziewczynom słodki wpis z przepisami na kruche ciasteczka maślane.


                                                                 Cytrynowe



Składniki:
 
200 g masła
200 g cukru
250 g mąki pszennej
185 g mąki ziemniaczanej
2 żółtka
skórka otarta z 2 cytryn



Wykonanie:
      Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać żółtka, skórkę cytrynową i obie mąki. Wymieszać mikserem na niskich obrotach aż do połączenia wszystkich składników.
Ciasto rozwałkować na grubość ok 1 cm i wycinać ciastka.
Piec ok. 20 min w temp. 160oC , po wyjęciu z piekarnika można posypać cukrem pudrem.


Mała rada:

    Aby jak najmniej stracić skórki cytrynowej przy ścieraniu, tarkę owijam folią spożywczą i ścieram na folii, potem łatwiej jest zebrać skórkę z folii i umyć tarkę. Dotyczy to również gałki muszkatołowej, imbiru, itp.


                                Migdałowe rogaliki
 


Składniki:

 180 g mąki pszennej
100 g masła
58 g cukru pudru
50 g zmielonych migdałów
1 żółtko


do posypania cukier puder wymieszany z cukrem z prawdziwą wanilią 

Wykonanie:
       Mąkę posiekać nożem z masłem, dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto.
Odrywać malutkie kawałki i w ręku formować cienkie wałeczki, a potem rogaliki.

Piec ok. 15 min. w temp. 180oC na jasnozłoty kolor, gorące posypać cukrem pudrem z wanilią.


     Zamiast migdałów można dodać mielone orzechy włoskie lub laskowe.

Przechowywać w blaszanym pudełku lub słoju.

     W przepisie sugerują piec na tydzień przed świętami, te które przyniosłam na spotkanie piekłam w czwartek, z włoskimi orzechami.



     Pierniczki natomiast robiłam wg. przepisu pani Jarmili Buczyńskiej, który można znaleźć w internecie, podobnie jak mnóstwo zdjęć jej arcydzieł i sposób przygotowania papierowej tutki do lukru.


Dla ułatwienia podam dwa namiary na artykuły o pani Jarmili :



niedziela, 18 października 2015

Bez tytułu


   W ostatnich latach na blogu odliczałam pory roku, albo święta, czas płynie nieubłaganie, a ja z niczym nie mogę zdążyć. Tegoroczna wiosna i lato to był bardzo trudny okres, nie mogę powiedzieć, że  zły, ale bardzo trudny i pracowity. 

   Niektóre rzeczy nam się udały, niektóre nie, zwłaszcza zakończenie remontu ;( . Nic nie szło tak jak powinno, najpierw zawaliła firma przygotowująca płyty do garderoby, a bez niej nie mogliśmy ruszyć dalej. Wyrzuciliśmy wszystkie stare meble i gdzieś, gromadzoną latami ich zawartość, trzeba było upchnąć, kartony już nie wchodziły w grę. 
    Potem pojawiły się inne przykre niespodzianki, jak to w starym domu, a jeszcze później okazało się, że drewno ocalałe z pożaru ma jednak odkształcenia i nie da się go użyć, na nowe trzeba  czekać, a wymiana okien w listopadzie czy grudniu to jednak nie najlepszy pomysł. Odłożyliśmy prace do wiosny, zapanował spokój, chłopcy odsapnęli, tylko ja nie potrafię, bo jak długo można żyć w bałaganie, chyba z wiekiem tracę cierpliwość.


   Mój pokoik na dole przestał istnieć, przeniosłam się na górę do dużej sypialni  z garderobą, z niedokończonymi podłogami i bez drzwi, ale to już szczegół ;).  Nareszcie mam swoje miejsce.

  Tak wyglądało poddasze w czasie rozbiórki dachu i przebudowy oraz tuż przed moją przeprowadzką.



Demolka
Powoli wyłania się nowe











Podłoga nie cyklinowana, nie zabezpieczona, bez listew przypodłogowych, bez drzwi.


Nie wszystko zrobione
ale Rafał już mnie wprowadził ;)











      Stylizację przygotował Rafał, dla naszej znajomej, miłośniczki "Weranda Country", którą i ja mam okazję podczytywać. Lubię ten styl, choć w bardziej lightowym wydaniu.

    Łóżko stare dębowe przywiezione ze strychu mego domu rodzinnego synkowie odnowili, sami też zaprojektowali i zmontowali garderobę. Nie są z niej dumni, jest wiele niedoskonałości, ale to nie z braku doświadczenia czy niedbalstwa, tam są potwornie krzywe ściany i dwa skosy, naprawdę było trudno. Ja jestem zadowolona i sporo zaoszczędziliśmy, co można będzie wydać na lepsze materiały do salonu lub przedpokoju.

  Lato minęło mi na zmaganiach z suszą. Przekopaliśmy pół ogrodu, zwieźliśmy stos kamieni, nowej ziemi, zasadziłam ponad 200 roślinek, niedużych , ale zanim dokończymy remont będą już widoczne.

   Rok temu, po zaniedbaniach z przyczyn życiowych, ta część ogrodu wyglądała okropnie, teraz zaczyna się coś wyłaniać.


Czerwiec 2014
Sierpień 2015










Z innej perspektywy.












   Zawsze miałam słabość do host, teraz mam możliwość cieszyć się ich różnorodnością  w swoim ogrodzie, tym bardziej, że są one jakby stworzone do moich trudnych, cienistych warunków. Rok temu odkryłam też bogactwo barw żurawek i te kilkadziesiąt, które już mam cieszą moje oczy.
   Posadziłam trochę innych bylin, kilka malutkich iglaków, azalii i rododendronów, w planach mam kolejne hosty, a jest z czego wybierać, jest ich  grubo ponad tysiąc. 


  W robótkach zastój, może jednak jak skończy się już to podlewanie, w zimowe wieczory  zatęsknię za igłą, już tęsknię i czasami udaje mi się zrobić kilka ściegów.



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Poświątecznie


     Do świąt przygotowywałam się wyjątkowo późno i krótko,   okazało się, że można, choć nie obyło się bez małych    przepychanek ;) z synami. Obiecywaliśmy sobie święta na luzie, ale siedzi gdzieś we mnie ta matka polka, co to nie zaśnie jeśli sałatka nie zrobiona i zerwie się skoro świt, bo o czymś zapomniała :)))



    Może nie do końca tak było, ale jednak poczucie obowiązku nie pozwoliło mi  całkiem sobie odpuścić. Mimo to były to chyba pierwsze święta bez pośpiechu, zdenerwowania, zmęczenia i wszystko się udało: ciasta urosły, mięsa upiekły w sam raz, zraziki doprawione akuratnie...


                                             Odpoczęłam.

sobota, 28 lutego 2015

Tęsknię za słońcem

   
    Zimy w tym roku prawie nie było, jestem zmęczona tą szarością, tęsknię za słońcem.
    Tak się złożyło, że z Beniem spędzam więcej czasu niż początkowo planowaliśmy, wracam do domu kiedy robi się ciemno. Świat oglądam tylko na wspólnych spacerkach, szukamy wiosny w ogrodzie, parku nad Białką i zauważamy już  jej pierwsze symptomy. Mam ochotę grzebać w ziemi, siać, sadzić, pielić. Zamówiłam sporo nowych roślin, chciałabym dużo zmienić wokół domu, ale z kalendarzem nie wygram, tym bardziej, że dopadło nas późnozimowe choróbsko.

   Prawie nie robótkuję, nie mam siły ani pomysłów, jedynie koleżanki mnie mobilizują i czasami coś udaje mi się dokończyć, bo zaczętych prac mam kilka.

   Brelok zielony wg. tutorialu Frydzi zrobiłam dość dawno, dzięki zaopatrzeniu i wsparciu Jolinki



    Trochę zeszło zanim go poskładałam w całość,  czarno różowy powstał niedawno na prezent pewnej nastolatce.




    Mam uszytych kilka kulek, zaczęty, dosłownie ledwo zaczęty, od pół roku, lambrekin hardangerowy do kuchennego okna, kilka szydełkowych sznurów bez zapięć, trzeba by to dokończyć, ale dziś zmykam do łóżka. Potwornie łamie mnie w kościach.


piątek, 26 grudnia 2014

Świątecznie


     U niektórych może już poŚwiątecznie, ale ja dopiero teraz mam naprawdę wolne ;) bo nie liczę Wigilii, do której trzeba wszystko przygotować, a potem posprzątać. Nie liczę też pierwszego świątecznego dnia, kiedy nie robiłam nic poza siedzeniem za stołem w bardzo miłym towarzystwie, ale do domu dojechałam  wyjątkowo zmęczona :)
Od dziś zaczynam świętować tak jak marzyłam od dawna, z książką,  na siedząco i na leżąco. 

            Nie zdążyłam do nikogo zajrzeć z życzeniami,
przyjmijcie więc spóźnione

 

        

sobota, 6 grudnia 2014

I znowu grudzień


   Nie wiem dlaczego, ale każdy kolejny rok jest coraz cięższy, coraz więcej kłopotów, coraz trudniej przez nie przebrnąć.  Madziula pewnie wiedziałaby dlaczego :))))

   Późno wracam do domu, niewiele udaje mi się zrobić, choć zimowe wieczory długie, czasem jednak coś się udaje. Tuż po Halloween, naszej nowej tradycji ;) trafiły mi się fajne bombki, już kiedyś miałam ten kolor, zaczęłam więc im supłać odświętne, zimowe sukieneczki.





   Zaplątało się kilka granatowych, zeszłorocznych. Te są o średnicy 8 cm. Sukieneczki z Aidy 20 w kolorze śmietany, mojej ulubionej . 
   Każdy wypad do sklepu to dodatkowe 2-3 kolorowe, mniejsze bombki - śr. 6 cm .



                                            I się uzbierało ;)


niedziela, 5 października 2014

Letnie kartoniki, może ostatnie w tym roku

    To co udało mi się zrobić latem, a raczej do czego zostałam zmuszona ;) 
    Nikt mi pistoletu do skroni nie przystawiał, ale gdyby nie było zachęty to pewnie tegoroczne lato byłoby bezpłodne.




Najpierw były dwa pudełeczka...


 pod wpływem tych dwóch powstało trzecie- bzowe, z zawieszkami. 

    
   Mamie moich podopiecznych spodobała się ta z miętowego pudła- Just Married i chciała ją mieć na swoim. Dodałam jeszcze kilka innych i tak powstało pudełko zawieszkowe ;)


    Na koniec lata zrobiłam jeszcze kartkę kopertówkę wg. oklepanego już schematu, ale czasu miałam mało na myślenie, a poza tym bardzo go lubię. 

    Teraz chyba spakuję kartkowe materiały i narzędzia na dłużej, dopóki nie będą miały porządnego miejsca do pracy, zostawię tylko igiełki i kawałek tkaniny, bo to nie robi wielkiego bałaganu.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...