poniedziałek, 20 września 2010

Moja pierwsza


Frywolna biżuteria. 

    Przymierzałam się do niej od chwili kiedy nauczyłam się posługiwać czółenkami i dotknęłam doskonałych naszyjników Renulka, obejrzałam cudowności Koroneczki i Maranty, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. 
    Przede wszystkim należało zaopatrzyć sie w koraliki, a ja choć miałam ich trochę, to raczej takie do naszywania na hafty. Po farbowaniu nitek wypadało je przetestować i tak oto powstał komplecik Ann-Elizabeth. Wzór posiadłam z pomocą pewnej Ani ( dzięki wielkie) od Elizabeth z pozwoleniem na jego modyfikację. Stąd właśnie taka nazwa ;)
Nici Aida 20 pierwotnie białe, pokolorowane własnoręcznie i szklane koraliki -pastylki owalne błękitne.


    Zawieszka do łańcuszka i bransoletka 19 cm, wyszła odrobinę za luźna, ale co mi tam ;)


I jeszcze zdjęcie z nitkami - w filecie i przewinięte.


    Kolczyki nie powstały .... zabrakło mi koralików, zamówienie robiłam trochę na chybił trafił, dopiero w trakcie supłania  okazało się ile i jakich potrzebuję, muszę dokupić. Możliwe jednak, że kolczyki wcale nie powstaną, bo w uszach mogę nosić tylko złoto. Czasami na specjalne okazje zakładam inne, ale "czuję" je od momentu założenia i z każdą godziną coraz bardziej. W wolnych chwilach robię natomiast elementy naszyjnika, będzie taki jak bransoletka. Ponieważ mam swój sposób na mocowanie tych pastylek dopiero na końcu, więc nie muszę czekać aż do ich zakupu, supłam dziurawy naszyjnik :)))

    Z nićmi miałam ( i jeszcze będę miała) problem, jeden kłębek trafił mi się jakiś felerny. Kupiłam całe opakowanie, dwa zużyłam wcześniej i było ok, a ten ma nierówny splot, źle skręcony, z kilkunastoma supłami. Już w trakcie przewijania do farbowania zauważyłam, że są co kilkadziesiąt metrów pozwiązywane, wcześniej supły owszem się zdarzały, ale jeden na motek !!! Po ufarbowaniu i przewinięciu odkryłam jeszcze te nierówności. Musiałam dwa razy wyrzucić zaczętą robótkę, bo nie dało się zaciągnąć kółeczka, takie zgrubienia były, kilka razy zacisnęłam je cudem. Jak się dobrze przyjrzeć to widać nierówne słupki :( ale szkoda mi było już ufarbowanych nici.
    To nie wina farbowania, bo z poprzedniego kłębka, z tego samego pudełka, nitki są dobre i cieńsze !



piątek, 17 września 2010

Koralik na połączeniu 3 i 4 kółeczek


    Testowałam pewien schemat, do którego nie miałam zdjęcia i naszła mnie taka fanaberia, aby w środku połączeń kilku kółeczek wpleść koraliki. 

    Ten motyw jest powszechnie znany, takie połączenia nikomu nie przysparzają kłopotów.


    Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć instrukcji z koralikiem w samym centrum tych trzech i czterech kółeczek.  Nie pozostawało nic innego jak samemu spróbować coś wymyślić. Przy trzech kółeczkach poszło mi bardzo sprawnie, natomiast przy czterech jesienne mgły opadły na mój mózg. Postanowiłam ponaklejać koraliki i dla pewności jeszcze je przyszyć. Aż tu nagle....
    Ostatnio budzę się sporo za wcześnie i nie chcąc budzić pozostałych domowników leżę sobie w ciemności, a co można robić tak leżąc- tylko myśleć. Więc.... aż tu nagle, tuż po takim przebudzeniu miałam wizję ;). Wstałam cichutko, zgarnęłam po drodze pudełeczko z potrzebnymi akcesoriami i przeszłam do drugiego pokoju sprawdzić w praktyce moją wizję. Wynik był na tyle zadowalający, że nie zwróciłam uwagi na uszczypliwą radę męża ( który jednak się obudził i przyczłapał sprawdzić co robię) żebym  skorzystała z porady wiadomego lekarza specjalisty ;)

    Oto co wykombinowałam, być może wyważam otwarte drzwi, może istnieje inna metoda, nic mi jednak o tym nie wiadomo.

Koralik na połączeniu trzech kółeczek.

Zrobiłam schemat i zdjęcia poszczególnych etapów.




Rys. 1. To uproszczony schemat tego co na zdjęciu powyżej po lewej stronie. 
Rys. 2. Schemat wykonania kółeczek i łuczków do ich chwili połączenia za pomocą koralika.
Rys. 3. Graficzne przedstawienie miejsca połączenia poszczególnych pikotek i koralika.

Teraz jeszcze opis do zdjęć. 



    Wykonujemy fragment z rys.2 - kółeczko A - 6 słupków + długa pikotka - jej długość zależy od wielkości koralika+ 6 słupków; łuczek ; kółeczko B - 5 słupków + mała pikotka, ale odrobinę większa niż przy typowym połączeni (długość tych małych pikotek też zależy od wielkości koralika) +2 słupki + mała pikotka + 5 słupków; łuczek; kółeczko C- 6 słupków - do momentu gdzie powinniśmy wszystko razem połączyć.Kółeczka łączymy dopiero na samym końcu, w trakcie supłania trzeciego.

 









   

   
    Najpierw przewlekamy dużą pikotkę z kółeczka A przez  pierwszą mniejszą pikotkę kółeczka B, teraz nawlekamy koralik na dużą pikotkę kółeczka A.

 












   Następnie ten fragment dużej pikotki, który nam jeszcze wystaje z koralika, przewlekamy przez drugą pikotkę kółeczka B i łączymy z kółeczkiem C, tak jak zazwyczaj, robimy 6 słupków i zaciągamy kółeczko.


Koralik na połączeniu czterech kółeczek.



Rys.1. Schemat kwiatuszka z czterema kółeczkami.
Rys.2. Tu zaplanowałam umieścić koralik.
Rys.3. Fragment schematu do momentu połączenia wszystkich elementów kwiatuszka.


    A tak graficznie wygląda już po połączeniu i nawleczeniu koralika.


  Podobnie jak przy trzech kółeczkach najpierw wykonujemy motyw do połowy czwartego kółeczka rys.3, czyli do miejsca gdzie połączymy wszystkie kółeczka razem.


     Kółeczko A- 5 słupków, mała pikotka, 2 słupki, mała pikotka, 5 słupków - łuczek, w tym wypadku zrobiłam 15 słupków- kółeczko B-6 słupków, duża pikotka, 6słupków- łuczek- kółeczko C- 5 słupków, mała pikotka, 2 słupki, mała pikotka, 5 słupków- łuczek, kółeczko D- 6 słupków do miejsca połączenia.












   

    Przewlekamy dużą pikotkę z kółeczka B przez  pikotki kółeczek A i C, nawlekamy na długą pikotkę koralik i znowu przeciągamy dużą pikotkę przez małe pikotki kółeczek A i C. Przez malutką pętelkę pozostałą po poprzednich operacjach przewlekamy nitkę kółeczka D, łącząc je w tradycyjny sposób. Dorabiamy 6 słupków i ściągamy nitkę kółeczka. Po wysupłaniu łuczka i połączeniu z początkiem wyszedł mi całkiem zgrabny kwiatuszek z koralikowym środkiem. W rzeczywistości prawie nie widać tych niteczek dookoła koralika, zdjęcie w sporym powiększeniu, kwiatek zrobiłam  z Aidy 20, a koralik ma 3 mm średnicy.



    Długość poszczególnych pikotek należy dobrać doświadczalnie, ja próbowałam na dwóch rodzajach koralików i dostosowywałam się do ich wielkości. 


    Przepraszam za jakość zdjęć, niestety aparat nadaje się już tylko do wymiany.



P.S.  W przypadku innego wzoru, o innej ilości słupków w kółeczkach, trzeba je tak zmodyfikować, aby całkowita ilość słupków była taka sama. Przerobiłam kółeczko z 12 słupkami i jedną pikotką na kółeczko z 2 pikotkami, ale słupków nadal pozostało 12 , bo 5+2+5 = 12. 
Gdyby koralik był dużo większy to nie tylko pikotki trzeba wydłużyć, ale i odstęp między nimi być może powinien być większy niż 2 słupki.
To taka uwaga  dla mniej doświadczonych :))) 



środa, 8 września 2010

II wielkie spotkanie podlasko- mazurskie Białystok i bardzo rozległe okolice


    Na  2 października 2010 od godz. 11,00  Madziula zarezerwowała klub szkolny I LO w Bialymstoku, ul. Brukowa 2.

    Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych, tych co byli na pierwszym spotkaniu i tych, których wtedy nie było, na II wielkie spotkanie podlasko- mazurskie.

    Zasady podobne jak poprzednio
, bo się sprawdziły w praktyce,  przyjmujemy jednak ciekawe i nowatorskie propozycje zmian.

Mapka z dojazdem z dworców PKP i PKS. 






Odpowiadając na pytanie Beaty czy może podać info o spotkaniu u siebie  informuję, że nie tylko nie mam nic przeciwko temu, ale  wręcz odwrotnie, będę wdzięczna za przekazywanie wiadomości dalej :))))  
  


czwartek, 2 września 2010

Co zrobię z kolorowych nitek


    To pytanie od początku farbowania mi zadajecie. Choć uwielbiam patrzeć na ułożone razem filety, jak nazwała pozwijane motki Yenulka, to przełamałam fobię mania i przeszłam do fazy wykorzystywania.

    Nanosiłam po dwa, trzy i cztery kolory na dwie długości nici, aby sprawdzić jak najlepiej się rozłożą w trakcie pracy. Testy zaczęłam od różu indyjskiego, bo pofarbowałam w tym kolorze jednocześnie dwie długości motków.

    Haftowałam na brązowej Luganie, co okazało się szaleństwem- nigdy więcej Lugany, a na pewno nigdy więcej ciemnej Lugany!  Stwierdziłam, że kolory w motku wyglądają trochę inaczej niż na tkaninie, zwłaszcza jeśli tkanina też jest kolorowa. 

    
    Na zdjęciu po lewej dwa kolory na długich nitkach, widać, że odcinki w jednym kolorze są dłuższe, a po prawej częściej się przeplatają, to z krótszych motków. Informacja dla tych co nie hardangerzą, haftujemy bloczkami jednym ciągiem jeden rządek, czyli najpierw obszywamy jeden romb, potem kolejny itd.  jak we frywolitce ;) 
Tylko odrobinę manipulowałam nitkami, nowy rządek zaczynałam tak aby kolory się wymieszały, a więc różowym tam gdzie w poprzednim było brąz.

    W międzyczasie pofarbowałam też Unifil, bo ta tkanina jest w 100% bawełniana, w przeciwieństwie do np. Lugany. Kolory wyszły fajne, nie puszcza farby tylko technicznie nie dam rady większych kawałków, nie dam rady tą samą metodą co nitki. Trzeba by było w kąpieli z barwnikiem, a wtedy może trochę farbować.


    Kolejne hafciki na pistacjowym i szarym Unifilu, farbowanym, nitki z tych tutaj z prawej i lewej, dwukolorowe. Te dwa zdjęcia  nie oddają rzeczywistych barw, te poniżej już tak.

 








    

    
   
                                          I gotowe  poduchy trzy


                         poduszki raczej, a w zasadzie poduszeczki;)



Mieszczą się w dłoni, a ja ma szczupłą dłoń, to jedyne miejsce, gdzie mi nie przybyło :)))



    Dwie jasne już dotarły do nowych właścicielek, razem z kilkoma motkami farbowanej Aidy , przyznaję, że z obawą czekam na efekt zabawy z moimi nitkami ;)
 


poniedziałek, 30 sierpnia 2010

I jeszcze w odcieniach różu i fioletu

    Zanim zaczną królować kolory jesieni, kolejny raz próbowałam z różami. Nadal nie to co mi się marzy. Chciałam też sprawdzić czy uda mi się powtórzyć kolory.

    Dwa mixy różowo- szare, jeden stalowy drugi bardziej mysi oraz dwa różowo-beżowe. Tym beżom bliżej jest do łososiowego. W rzeczywistości są jaśniejsze, choć zamierzałam zrobić je jeszcze bledsze, ale nie wyszło. Podobnie fiolety, dwa cieniowane, a w środku z jasnoszarym, w realu odrobinę delikatniejsze.










   


    
    A teraz powtórki- moje ulubione czyste i świeże odcienie, taką już robiłam Aidę, tym razem perłówka Maja w dwóch grubościach #5 multikolor i #8 każdy kolor oddzielnie.



    Trzy kolory w dwóch wersjach: perłówki #5 + #8 jednolite do kompletu



oraz Aida 20, bo mi była i wybyła z domu ;)


     I zdjęcie jednolitej, cieńszej Mai z ostatniego farbowania, żeby pasowała do kompletu z multikolorami.


     Już za mną chodzą jesienne liście, ale muszę przerwę zrobić z przyczyn technicznych- zabrakło nici i gar chwilowo zajęty.

sobota, 28 sierpnia 2010

Huston, problem usunięto


    Dzięki Waszej bardzo szybkiej akcji mam już wszystkie potrzebne mi nitki.

    Jagnieszko, Ewkapawe, Anna.L., Basta jestem Wam bardzo wdzięczna. Dziękuję za przesyłki, tę z Białegostoku odbiorę osobiście ;)

    Pamięć ludzka potrafi płatać figle, zupełnie zapomniałam, że motek Aidy od Basi miałam u siebie w domu, ale po zakupie nowych oddałam jej, a to był ten poszukiwany. Nie porównałam kolorów od razu , odstawiłam pudło z nitkami aż do momentu kiedy poczułam chęć pofrywolenia.
    Przypomniałam natomiast, że  multikolor 1105 po raz pierwszy widziałam u Marty ( Poxipol- pamiętacie ?) i  bardzo mi się spodobał, więc też kupiłam. Marta nie znalazła czasu na frywolitki i nitki leżą u niej od paru lat. Zadzwoniłam z pytaniem czy może chce się ich pozbyć, a ona o nich nie pamiętała, ale sprawdziła i są !!! dwa moteczki !!!

Na Was zawsze można liczyć- kocham Was !!!

piątek, 20 sierpnia 2010

W poszukiwaniu wymarzonych kolorów


    Nie farbuję kolorami uzyskanymi bezpośrednio z torebki, tak je mieszam, że czasami już nic z nich nie udaje się uzyskać i trzeba je wylać. Czasami wychodzi zupełnie coś innego niż chciałam, ale fajnego. Od początku marzyłam o różu pudrowym, niestety do dziś mi nie wyszedł, ale mam jeszcze jeden pomysł na zmieszanie farb. Z przykrością odkryłam, że wszelkie róże, borda, wiśnie, czerwienie są jakby na bazie fuksji- fluksji jak mawia Rafał ;) i nawet po dodaniu ciepłego żółtego, przy rozjaśnianiu wyłazi ten zimny, neonowy róż :(

    Nici perłowe zaczęłyśmy farbować wspólnie z Magdą, w zasadzie mój pierwszy moteczek powstał jako produkt uboczny przy jej wrzosach i fioletach, to ten po lewej.

    
    W trakcje eksperymentów z różami pokusiłam się o róż indyjski, który jak sama nazwa wskazuje ;)))) wcale różem nie jest, to czerwień z brązem, albo brąz z czerwienią. W każdym razie czuję w tej barwie korzenny zapach Indii i tak go sobie nazwałam - mój Zapach Indii.

    Zdjęcia dwa- jedno w świetle flesza, żeby było widać, że po farbowaniu nić perłowa  jest lśniąca; drugie przy pochmurnym niebie, ale ono bardziej oddaje  kolor, choć aparat i tak lekko przekłamuje.

 







    


    
   
    W pewnym momencie pomyślałam sobie, że dobrze by było mieć też perłówkę #8 w odpowiednim kolorze, dlatego popaćkałam po parę pasem Coton Perle DMC #8. Jednak już bazy różniły się nieznacznie od siebie, bo #5 to Maja i trochę inaczej przyjmowały farbę, nie ma to jednak dla mnie aż takiego znaczenia, po wyschnięciu różnice są niewielkie. Mam małe seciki nitek :)

    Jeszcze te nieszczęsne róże, to nie to co chciałam, ale w sumie podobają mi się te nitki. Od lewej- róż z jasnozielonym; różowy + jasnozielony + stalowoszary; różowy i szary mysi. Z szarościami też mam problem, bo chyba mają jakiś dodatek fioletu i obie torebki: stalowy i popielaty są zimne, nie tak jak chciałam mieszają się też z sąsiednimi.










   

  
    
    Na tym zdjęciu kolory bardziej odpowiadają rzeczywistym.


    A na koniec link do pewnego bloga, szukając podpowiedzi jak je zmieszać i wpisując najdziwniejsze nazwy kolorów jakie znalazłam w spisach, trafiłam na hasło trzy kolory. Uśmiałam się, ale coś w tym jest. W komentarzach przeczytałam ciekawy wpis o kolorach tęczy i muszę przyznać, że to pasuje do mojej niedawnej rozmowy z Rafałem o kolorach, a dokładnie o rozszczepieniu światła białego, bo do mego syna to bardziej przemawia :)))) ale o tym może innym razem.


Specjalnie dla Yenulki :) zbliżenia na przejścia kolorów.



środa, 18 sierpnia 2010

Kolory lata


    Tegoroczne lato nie należy do moich ulubionych, upały nie pozwalały na robótkowanie, na oddychanie nawet. Temperatura i kryzys, którego podobno nie ma :( ostro wyhamowały nasze remontowe plany, coś tam robimy, ale miało być zupełnie inaczej. Dlatego postanowiłam ubarwić sobie trochę życie.

    Z Madziulą planowałyśmy zabawę z farbami już od dawna, naoglądałyśmy się co wyprawiają mistrzynie, poczytałyśmy jak to robią, trochę zwlekałyśmy z powodów ważnych i nieważnych, ale w końcu nadszedł ten dzień. Zakupiłyśmy farby, każda po innym zestawie ( chodzi o producentów, bo kolory podobne), trochę nici do eksperymentów, takich których nie żal by było wyrzucić po zmarnowaniu i przystąpiłyśmy do pracy, razem i osobno ;)  Nic nie wyrzuciłyśmy, wszystko nam się podoba, zasypiając planuję jakie kolory pomieszam następnego dnia. Nie zawsze udaje się uzyskać zamierzony efekt, ale zawsze jest bardzo ciekawie, może nawet bardziej, kiedy się czeka na wyschnięcie i nie wiadomo co zobaczymy :)))

Dość trucia, pokazuję pierwszą serię - Owocowe Lato :




    To moje kolory, bo Magda ma zupełnie inne upodobania, ale ona swoimi pochwali się u siebie. Nazwy są spontaniczne, kojarzyły mi się z tym co akurat jadłam, co zamierzałam uzyskać, albo któryś z chłopaków zauważył podobieństwo i rzucił mimochodem, ale to bardzo dowolna interpretacja ;)))

    Zdjęcia bardziej dokładne. Aparat trochę przekłamuje mimo, że robiłam bez flesza, w rzeczywistości nitki są odrobinę jaśniejsze.

 Awokado



Melon


Arbuz



Jasne winogrona



Lawenda i Trzy Kolory ;)

  












    




    
    Różny jest stopień nasycenia kolorów, czasami prześwitują prawie białe nitki, ale to nie dlatego, że jestem niedokładna i nieprecyzyjnie nanosiłam kolor, tak mi się bardziej podoba, bo równiuteńko ufarbowane nici to ja se mogę kupić.
Na zdjęciach  Aida 20, zaczęłyśmy już farbowanie muliny i nici perłowych, Ariadny na początek, więc jeśli Was nie zanudziłam zapraszam do Magdy i tutaj. Za kilka dni pokażę co wczoraj wyjęłam z gara. 

    Farbuję metodą   Gackowej - Agata, wielkie dzięki za kursik.
A tu namiary na blogi, które były inspiracją do rozpoczęcia farbowania:
Nina- podglądać ją zaczęłam jeszcze na multiply, zanim otworzyła bloga,
Marylee- kto z frywolących nie zna tego adresu ;)
Patrycja- to ona nas sprowokowała, bo skoro jej się udało .....


wtorek, 17 sierpnia 2010

Houston, mamy problem


    Dawno, dawno temu zaczęłam dwie serwetki frywolitkowe, długo musiały czekać na swoją kolej, ale właśnie mam fazę frywolenia i dokupiłam nici. Ich brak był oficjalnym powodem przerwy w supłaniu ;) Niestety jest problem, poważny- nowe różnią się od starych!  
    Serwetki robię z Aidy 20 kolor 387Aidy 10 multikolor 1105.  Zabrałam się za tę pierwszą, nakombinowałam jak poprzewijać resztki nitki z kłębka, żeby w trakcie okrążenie jej nie odcinać, a potrzebowałam jeszcze nawinąć jedno czółenko do zakończenia rządka. Nowy miałam zamiar zrobić już z nowego motka ale niestety  :(((( różnica w kolorze jest zbyt widoczna. Łudziłam się, że w serwetce to jakoś ujdzie, po zrobieniu paru kółeczek i łuczka musiałam je jednak odciąć.



    Na zdjęciu oba kolory 387 - chyba powinno być jeden kolor, ale nawet mój aparat zauważa tę różnicę. 

    Multikolory też się różnią, nie zastanawiałam się jeszcze co zrobię z tą większą serwetką, może na niej nie będzie aż tak bardzo widać, a nawet jak będzie widać to się dopasują....  Mam jeszcze odrobinę  tej nici, ostatecznie może jakoś zakończę bez 3 ostatnich okrążeń.
    Stary 387 nie pasuje zupełnie do nowego 387, chociaż ten nowy jest wg. mnie ładniejszy, delikatniejszy. Sporo wysiłku kosztowało mnie wysupłanie stanu obecnego przy moim małym doświadczeniu frywolitkowym. Dlatego postanowiłam poszukać motków Aidy 10 w kolorze 387 ze starą, białą metką w Waszych zapasach :))))

    Ktokolwiek widział, ktokolwiek ma, zamienię się, odkupię....  zgadzam się na wszelkie rozsądne ;) propozycje, wystarczy mi jeden motek w poprzednim odcieniu Aidy 20 kolor 387. Gdyby jeszcze przypadkiem znalazły się ze dwa stare motki multikoloru 1105 to też jestem chętna do negocjacji.


Dnia następnego- zdjęcie starego i nowego motka Aidy 10 multikoloru 1105- różnicę też widać.




czwartek, 12 sierpnia 2010

Zatrzymać zegary


    Tegoroczne lato ucieka mi jakby zapierniczało na podtlenku azotu, nie wiem kiedy i jak minęło, bo prawie minęło.                   
    Niewiele się wydarzyło w moim robótkowym świecie. Pogoda sprzyjała plażowaniu, ale ja na plaży nie byłam, tylko raz czy dwa posiedziałam nad jeziorem. Miałam za to dodatkowe zajęcia w kuchni przy tym upale :( . 
    Przyjechał do nas pewien gość, niechciany, niezapraszany, nawet delikatnie mu odradzaliśmy wizytę, ale on na na subtelnościach się nie wyznaje. On swoją obecnością przecież nas zaszczycił :(((((  Łaskawie pozwalał się obsługiwać, opowiadał niestworzone rzeczy, jak mały chłopiec,  jaki to z niego sportowiec, światowiec, bywalec,  fachowiec i jak pomaga mężowi, a w rzeczywistości narobił tylko szkód. Wtrącał się do rozmów z klientami, a nawet próbował uczestniczyć w naszych rozmowach telefonicznych. Mężowi udało się skrócić jego pobyt do tygodnia, bo gość planował spędzić dwa, a jeszcze żałował, że nie zabrał dorosłego syna. Mężowi zależy na dobrych układach z tym człowiekiem, ale za rok chyba bardziej stanowczo odmówi. Ten pan już kiedyś u nas bywał,  widocznie jednak mój mąż ma krótką pamięć ;)  
   
    Gotowałam też cioci, starsza osoba nie radziła sobie w czasie upałów, a siostrzenica męża, z której rodziną ciocia mieszka, wyjechała na dłuższe wakacje. Maciej z Rafałem dzielnie wozili cioci obiady i chyba im to się nawet opłaciło ;).

    Trochę strachu napędził mi Maciejek, na obozie złapał dwa kleszcze i zapalenie gardła,  kiedy  pojechaliśmy go odwiedzić nie obyło się bez wizyty na pogotowiu i antybiotyku. Po powrocie potwornie go wysypało, lekarz stwierdził uczulenie, potem była nagła dwudniowa gorączka i ból mięśni, a na koniec zaczęła schodzić mu skóra z dłoni. Szkarlatynę i boreliozę badania na szczęście wykluczyły, choć ta druga może się jeszcze objawić. To był chyba zbieg okoliczności, uczulenie albo po antybiotyku, albo po testowaniu nowiutkiej, sztucznej murawy na szkolnym boisku. Testował z kolegami nie tylko grając w piłkę, wytarzali się w niej ponoć dokładnie, a było to tuż po jej położeniu, nawet deszcz jej jeszcze nie obmył. Podwyższona temperatura to prawdopodobnie wynik nasłonecznienia i przegrzania, a schodząca skóra to efekt długiego przebywania w rękawiczkach lateksowych w upale. W międzyczasie Maciek zaliczył kurs ratownictwa medycznego z OSP. Nadal się boję żeby żadne choróbsko nie wylazło, bo nigdy nie miał reakcji alergicznych, na żadne leki czy rękawiczki.


    W tym roku Maciek był na obozie w Rydzewie, gdzie łączą sie ze sobą dwa jeziora Niegocin i Jagodne, piękne miejsce. Miejscowość przystosowała się do napływu turystów, jest gdzie zjeść, zanocować, pospacerować, popływać.... blisko do Giżycka. Tylko ta tendencja do budowania się tuż na jeziorem i ogradzania aż do wody, co nie jest zgodne z prawem, ale kto u nas przejmuje się takimi drobnostkami :(((( Sporo bywamy na jeziorami, wykorzystujemy wyjazdy służbowe męża do odwiedzania różnych miejsc na Mazurach i Suwalszczyźnie i wszędzie to samo, już nie domki letnie,  a całoroczne rezydencje ogrodzone aż do jeziora, albo i trochę w głąb. Nawet nad Wigrami.


 Widok z Rydzewa na  Giżycko.


    Coraz mniej  już takich mazurskich dróg, znikają drzewa, bo są stare i stwarzają zagrożenie, rozumiem to, ale szkoda.  Mieliśmy okazję znowu przejechać przez Bemowo Piskie, gdzie mąż po studiach trafił do wojska, rozległe poligony wojskowe, małe zaludnienie, ciekawe miejsca. Czasami jechaliśmy przez zielony tunel.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...