Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o domu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Zrób sobie choinkę

zaproponowała Ata , to se zrobiłam:). 

Trochę inną metodą niż Monika, ale też z gałązek. Zajęło mi to pół godziny, ale muszę przyznać, że dużo wcześniej zgromadziłam wszystkie potrzebne materiały. Biały drucik z gwiazdeczkami kupiłam już w pierwszym tygodniu listopada, kiedy tylko sklepy ruszyły z dekoracjami bożonarodzeniowymi.
Nie robiłam zdjęć z montażu choinki, już słabe światło było, podaję link do znalezionego tutorialu.
Na pewno widzieliście mnóstwo podobnych, wysokich i niskich, na długiej nodze, gładko ulizane i rozczochrane, pojedyncze i całe zagajniki. Moja jest dość wysoka, smukła,  ale nie ściśnięta bardzo mocno, cała ze świerkowych gałązek.




Do donicy wsypałam drobne kamyczki, bo mam, przykryłam szyszkami, bo też mam, choć planowałam obłożyć mchem, ale nie chciało mi się biegać na nasyp nad Białkę. W kamyczki wcisnęłam bambusowy patyk, a dalej tak jak w linku. Dolne gałązki, większe, zamocowałam do góry nogami, kilka drobniejszych na górze normalnie. Gałązki owinęłam spiralnie drutem miedzianym, a czubek zagięłam. Owijamy wg. gustu -bardziej gęsto i ściśle lub luźniej, moja  tak średnio. Czubek możemy profilować jak nam się podoba.


niedziela, 18 października 2015

Bez tytułu


   W ostatnich latach na blogu odliczałam pory roku, albo święta, czas płynie nieubłaganie, a ja z niczym nie mogę zdążyć. Tegoroczna wiosna i lato to był bardzo trudny okres, nie mogę powiedzieć, że  zły, ale bardzo trudny i pracowity. 

   Niektóre rzeczy nam się udały, niektóre nie, zwłaszcza zakończenie remontu ;( . Nic nie szło tak jak powinno, najpierw zawaliła firma przygotowująca płyty do garderoby, a bez niej nie mogliśmy ruszyć dalej. Wyrzuciliśmy wszystkie stare meble i gdzieś, gromadzoną latami ich zawartość, trzeba było upchnąć, kartony już nie wchodziły w grę. 
    Potem pojawiły się inne przykre niespodzianki, jak to w starym domu, a jeszcze później okazało się, że drewno ocalałe z pożaru ma jednak odkształcenia i nie da się go użyć, na nowe trzeba  czekać, a wymiana okien w listopadzie czy grudniu to jednak nie najlepszy pomysł. Odłożyliśmy prace do wiosny, zapanował spokój, chłopcy odsapnęli, tylko ja nie potrafię, bo jak długo można żyć w bałaganie, chyba z wiekiem tracę cierpliwość.


   Mój pokoik na dole przestał istnieć, przeniosłam się na górę do dużej sypialni  z garderobą, z niedokończonymi podłogami i bez drzwi, ale to już szczegół ;).  Nareszcie mam swoje miejsce.

  Tak wyglądało poddasze w czasie rozbiórki dachu i przebudowy oraz tuż przed moją przeprowadzką.



Demolka
Powoli wyłania się nowe











Podłoga nie cyklinowana, nie zabezpieczona, bez listew przypodłogowych, bez drzwi.


Nie wszystko zrobione
ale Rafał już mnie wprowadził ;)











      Stylizację przygotował Rafał, dla naszej znajomej, miłośniczki "Weranda Country", którą i ja mam okazję podczytywać. Lubię ten styl, choć w bardziej lightowym wydaniu.

    Łóżko stare dębowe przywiezione ze strychu mego domu rodzinnego synkowie odnowili, sami też zaprojektowali i zmontowali garderobę. Nie są z niej dumni, jest wiele niedoskonałości, ale to nie z braku doświadczenia czy niedbalstwa, tam są potwornie krzywe ściany i dwa skosy, naprawdę było trudno. Ja jestem zadowolona i sporo zaoszczędziliśmy, co można będzie wydać na lepsze materiały do salonu lub przedpokoju.

  Lato minęło mi na zmaganiach z suszą. Przekopaliśmy pół ogrodu, zwieźliśmy stos kamieni, nowej ziemi, zasadziłam ponad 200 roślinek, niedużych , ale zanim dokończymy remont będą już widoczne.

   Rok temu, po zaniedbaniach z przyczyn życiowych, ta część ogrodu wyglądała okropnie, teraz zaczyna się coś wyłaniać.


Czerwiec 2014
Sierpień 2015










Z innej perspektywy.












   Zawsze miałam słabość do host, teraz mam możliwość cieszyć się ich różnorodnością  w swoim ogrodzie, tym bardziej, że są one jakby stworzone do moich trudnych, cienistych warunków. Rok temu odkryłam też bogactwo barw żurawek i te kilkadziesiąt, które już mam cieszą moje oczy.
   Posadziłam trochę innych bylin, kilka malutkich iglaków, azalii i rododendronów, w planach mam kolejne hosty, a jest z czego wybierać, jest ich  grubo ponad tysiąc. 


  W robótkach zastój, może jednak jak skończy się już to podlewanie, w zimowe wieczory  zatęsknię za igłą, już tęsknię i czasami udaje mi się zrobić kilka ściegów.



wtorek, 23 października 2012

Co jesienią poprawia mi nastrój


Dynie. 
  Nie wiem co mają w sobie takiego, ale patrząc na nie zawsze się uśmiecham. Od paru ostatnich lat nie sadzę ich w swoim ogrodzie, bo prawie nic nie sadzę, ale  hodowałam je z wielką przyjemnością i kiedyś do tego wrócę. Zawsze jesienią staram się  mieć je w domu.





  Tegoroczne pochodzą z pobliskiego ryneczku, a ta poniżej była długo wyszukiwana w ogrodzie mamy, pozostałe nie mieściły się w bagażniku. Ta była jedyna, która dała się tam zapakować, pewnie dlatego, że rosła w cieniu, na uboczu i jeszcze nie dorosła;)


Nad zlewem w kuchni mam jeszcze jedną, trochę  osładza mi poremontowy krajobraz za oknem.



  Nie zapisałam się do Klubu Zadyniowanych, ale jestem ich fanką, jeśli chcecie nacieszyć oczy zajrzyjcie tutaj:




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...