Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o jedzeniu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o jedzeniu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 grudnia 2016

Świętujmy

                                                  
                           Z radością, miłością, w spokoju...









                          
                           Nasze święta są bardzo słodkie.


sobota, 10 grudnia 2016

Przedświąteczne słodkości.


           Przygotowania świąteczne w pełni, trzeba więc odszczurzyć i bloga.

     Dzisiejsze popołudnie spędziłam bardzo miło, na naszym comiesięcznym spotkaniu robótkowym,  choć w tym roku z przeuroczymi koleżankami spotykałam się nie częściej niż raz na kwartał ;) . Tym razem obiecałam dziewczynom słodki wpis z przepisami na kruche ciasteczka maślane.


                                                                 Cytrynowe



Składniki:
 
200 g masła
200 g cukru
250 g mąki pszennej
185 g mąki ziemniaczanej
2 żółtka
skórka otarta z 2 cytryn



Wykonanie:
      Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać żółtka, skórkę cytrynową i obie mąki. Wymieszać mikserem na niskich obrotach aż do połączenia wszystkich składników.
Ciasto rozwałkować na grubość ok 1 cm i wycinać ciastka.
Piec ok. 20 min w temp. 160oC , po wyjęciu z piekarnika można posypać cukrem pudrem.


Mała rada:

    Aby jak najmniej stracić skórki cytrynowej przy ścieraniu, tarkę owijam folią spożywczą i ścieram na folii, potem łatwiej jest zebrać skórkę z folii i umyć tarkę. Dotyczy to również gałki muszkatołowej, imbiru, itp.


                                Migdałowe rogaliki
 


Składniki:

 180 g mąki pszennej
100 g masła
58 g cukru pudru
50 g zmielonych migdałów
1 żółtko


do posypania cukier puder wymieszany z cukrem z prawdziwą wanilią 

Wykonanie:
       Mąkę posiekać nożem z masłem, dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto.
Odrywać malutkie kawałki i w ręku formować cienkie wałeczki, a potem rogaliki.

Piec ok. 15 min. w temp. 180oC na jasnozłoty kolor, gorące posypać cukrem pudrem z wanilią.


     Zamiast migdałów można dodać mielone orzechy włoskie lub laskowe.

Przechowywać w blaszanym pudełku lub słoju.

     W przepisie sugerują piec na tydzień przed świętami, te które przyniosłam na spotkanie piekłam w czwartek, z włoskimi orzechami.



     Pierniczki natomiast robiłam wg. przepisu pani Jarmili Buczyńskiej, który można znaleźć w internecie, podobnie jak mnóstwo zdjęć jej arcydzieł i sposób przygotowania papierowej tutki do lukru.


Dla ułatwienia podam dwa namiary na artykuły o pani Jarmili :



poniedziałek, 27 czerwca 2011

Kartka sztalugowa i rabarbarowy placek


    Na Dzień Ojca zrobiłam kartkę sztalugową ( easel card) z nietypową ozdobą, ale tacie powinna się podobać. 
    Wykorzystałam kartę 3D kupioną dawno temu. To były wspólne zagraniczne zakupy i brałyśmy to co się trafiło, nie miałam wpływu na wybór wzorów. Wydawało mi się, że mam jeszcze fajny wiejski widoczek ze zwierzętami, ale albo tylko tak mi się wydawało, albo gdzieś się zapodział ;) Z tematów wiejskich pozostały jedynie traktory. Kiedyś nieopatrznie wykorzystałam motyw wędki, teraz byłby jak bardziej pożądany. Od kiedy pamiętam tata zawsze łowił ryby, wcześniej za pomocą różnorodnego sprzętu z własnego stawiku, a odkąd w pobliżu zrobiono zalew jest zapalonym wędkarzem.

Kartka wygląda tak



Sztalugowa, bo można ją postawić jak zdjęcie czy obrazek

i efekt 3 D



    Placek rabarbarowy z morelami to już prawie tradycja na Boże Ciało, bardzo lubię ciasta z rabarbarem, a to ma wyjątkowy smak. Przepis znalazłam dawno temu w jakiejś gazetce. Pierwszy raz nie wyszedł jak należy, nie dało się go wyjąć z blachy, więc wyjadłyśmy go z siostrą łyżeczkami :)  Z czasem nabrałam wprawy.



Ciasto:                                                      Masa bezowa:

 1 puszka (850 ml) moreli w syropie       1 białko
80 dag rabarbaru                                       3 łyżki cukru
30 dag cukru                                               1/2 łyżeczki soku
25 dag mąki                                                    z cytryny
25 dag masła
4 łyżki mąki ziemniaczanej
  4 jajka
  3 żółtka
15 dag gęstej śmietany
skórka otarta z 1 cytryny
cukier waniliowy
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

    Rabarbar pokroić w krążki i posypać 3 łyżkami cukru, morele osączyć.

    Masło ucierać z 10 łyżkami cukru dodając kolejno jajka oraz skórkę cytrynową. Mąkę pszenną połączyć z ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia, dodać do masy, wymieszać i wylać na blachę ( dużą).

Rabarbar i morele wyłożyć na ciasto.

    Śmietanę wymieszać z żółtkami, resztą cukru i cukrem waniliowym, wylać na ciasto. Piec 25 min w temperaturze 200 st C.

    Białko ubić z cukrem, dodać sok  z cytryny, kleksami bezy udekorować placek i piec jeszcze 5 min.

    Tym razem bezę zrobiłam z 3 białek i pokryłam cały placek, poza tym piekę dłużej niż podano w przepisie. Mam wysłużony piekarnik i wszystkie ciasta piekę na oko a nie na czas ;)

    Siostra robi ten placek z rabarbarem i truskawkami, podobno też jest dobry.

 

środa, 2 marca 2011

Wczoraj zamieszkał ze mną królik


    Zamieszkał tylko na jedną dobę, dziś powędruje do naszego malutkiego, uroczego, nowego sąsiada. Trochę mi żal królika, ale tam powinno mu być dobrze, będę go często odwiedzać ;)
Króliczek wyszedł spod utalentowanych rąk Jolinki. Zdjęcie też jej jej autorstwa, mam nadzieję, że Jola się nie pogniewa, ale jest firmowo zapakowany i nie chciałam już tego zmieniać.


    Z królikiem powędruje też karteczka, tę wykonałam samodzielnie jeszcze w październiku, tuż po pojawieniu się na świecie nowego mieszkańca naszego osiedla, ale jakoś nie było okazji jej wręczyć. Kartka na motywach i za pozwoleniem Agnieszki, to jednak zauważą wszyscy interesujący się scrapem.


    Buciki rysowałam kilka razy aż efekt mnie zadowolił, pokombinowałam trochę, co zrobić aby były przestrzenne, dobrze się przy tym bawiłam ;)


Kartka dostała pudełeczko z szybką.



    Kończy się karnawał, jutro tłusty czwartek, pączki nie należą do moich ulubionych słodkości. Dla tych, co mają podobny gust  proponuję zamiennik. Szybko się je robi i szybko zjada- ciasteczka z masłem orzechowym.


    Pewnie bym nie skorzystała z przepisu, bo za kruchymi ciastkami też nie przepadam, ale przypadek sprawił, że byłam w pobliżu Madziuli, kiedy dostała pudło tych ciastek od autorów bloga z przepisami Crust&Dust. Magda znalazła się w kłopotliwej sytuacji, widziałyśmy co dostała, nie miała wyjścia, musiała nas poczęstować :)))) Długo miałam ten smak w ustach i za kilka dni sami je upiekliśmy. Wersja na zdjęciu to kolejna nasza modyfikacja, eksperymenty z innym masłem orzechowym, z mniejszą ilością cukru, posypywane gorzką czekoladą...  Nam najbardziej smakują z masłem Sante, Felix jest lepszy do wyjadania łyżeczką ;)

    Swoją drogą zdumiewa mnie fakt jak dużo zwolenników mają w Polsce czekoladki Reese's, prawie wszyscy znają ich smak, choć nie są u nas dostępne ;)

piątek, 8 października 2010

Zapraszam na ciasto z jabłkami


    Dawno, dawno temu, przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, w każdej szkole były zajęcia z integracji europejskiej. Klasa mojej siostrzenicy, mocno nieletniej wtedy, przygotowywała prezentację Holandii i siostrzenica z koleżanką same, nie przymuszane, zgłosiły się do przygotowania czegoś słodkiego serwowanego w tym kraju. Jak to często bywa, o obietnicy przypomniała chwilę przed godz. 0. Tak więc, pewnego dnia, po dość późnym powrocie z pracy, moja siostra zastała stół zastawiony różnymi produktami, na nich kartka z dziwnym przepisem i wyłaniającą się z pokoju córkę z błaganiem : 
- Mamo pomóż.

    Siostra międląc w ustach słowa, których się nie wypowiada, zgrzytając zębami i szczękając garami zakasała rękawy oczyma wyobraźni widząc jakiegoś gniota wyjmowanego z piekarnika. Złość jej przeszła jak tylko otworzyła ten piekarnik. Od tamtej pory ciasto to często gości na naszych stołach i jakoś dobrze nam się kojarzy to nasze wstąpienie do unii :)))



    Przepis znaleziony przez siostrzenicę w internecie trochę zmodyfikowałam, bo tak jak Jolcia,  wolę owoce z ciastem no i zdecydowanie większą porcję muszę przygotować;)  Podaję obie wersje.

    Nazwa ciasta jest nasza, nie wiem jak brzmi w oryginale, słynny appelgebak na zdjęciach prezentuje się zupełnie inaczej, więc pozostanie:

Holenderskie ciasto z jabłkami

                                             Ciasto:
25 dkg mąki                                                      40 dkg mąki
12 dkg cukru                                                     18 dkg cukru
1/2 kostki masła                                              3/4 kostki masła
1 jajko                                                                 1-2 jajka                                                        
                       pół łyżeczki proszku do pieczenia
                       cukier waniliowy
                       łyżka-dwie mleka 

    Z podanych składników przygotować kruche ciasto wg. schematu- posiekać nożem masło z mąką, proszkiem do pieczenia, cukrem i cukrem waniliowym dodać jajka i mleko, szybko zagnieść, uformować kulę i włożyć do lodówki na godz. Ciasto można przygotować nawet dobę wcześniej- praktykowałam to ;)

    Tortownicę albo blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ciasto rozwałkować, ułożyć na papierze formując wysoki i cieniutki brzeg, ponakłuwać widelcem i podpiec 15 min w temp. 200 st.C, po czym ostudzić.

    To ciasto paskudnie się wałkuje, trzeba raczej ulepiać je w blasze, stosuję taki sposób- rozpłaszczoną kulę ciasta tuż po wyjęciu z lodówki układam w formie, przykrywam folią spożywczą i dostępnym mi walcem -patrz zdjęcie poniżej ;) wałkuję je, a potem już tylko lepię na brzegach.


                                           Masa jabłkowa:

1kg jabłek                                         
2-3 łyżki cukru
5 dkg masła   
10 dkg rodzynek

    W mojej wersji należy wziąć ze 2,5 kg jabłek, najczęściej mieszam antonówki ze słodszymi.
    Jabłka obrać, pokroić na kawałki usuwając gniazda nasienne. Poddusić jabłka wg. uznania, w oryginalnym przepisie są to tylko podduszone do miękkości kawałki, ja rozgotowuję je dużo bardziej. Dodać masło, cukier, rodzynki i jeszcze trochę poddusić. Przyznam , że ilość dodanego cukru zależy od tego jak kwaśne są jabłka. 
Nie dodaję rodzynek, bo moi panowie ich nie lubią.

                                            Migdałowy smak:
10 dkg masła 
niepełna szklanka cukru
łyżka miodu
łyżka mleka
5 dkg płatków migdałowych - wsypuję całą torebkę
   
    W rondlu lekko zrumienić masło, dodać pozostałe składniki, wymieszać, chwile potrzymać na ogniu i rozłożyć na jabłkach, które lekko przestudzone wyłożyliśmy już na podpieczonym spodzie.
    
Piec przez ok. 40 min w piekarniku nagrzanym do 200 st C.

    Ktoś mnie pytał czy to ciasto można jeść na ciepło, zapewniam, że można, nie raz widziałam jak znika tuż po wyjęciu z piekarnika ;))) Zdecydowanie jednak zyskuje na wyglądzie po wystudzeniu i ozdobieniu kleksem z bitej śmietany, można go jeszcze przybrać wiórkiem czekolady.
Nie wiem czy nadaje się do podgrzania w mikrofali.

    Przepis podaję na prośbę Madziuli, która nie lubi jabłeczników  :)))) 



poniedziałek, 1 lutego 2010

Zapiekanka teściowej

Propozycja przede wszystkim dla tych, co nigdy nie robili gołąbków czy bigosu, ale zdrowie, światopogląd i kubki smakowe pozwalają jeść mięso z kapustą.

Moi dwaj panowie ( pierworodny prawie w ogóle nie jada mięsa, bo mu nie smakuje) bardzo lubią gołąbki, są w stanie pochłonąć każdą ich ilość, ale bez opakowania czyli kapusty. Prawdopodobnie z takim samym problemem spotkała się moja teściowa i dlatego wymyśliła tę zapiekankę, a może zrobił to ktoś inny. Teściowa zmarła zanim została moją teściową, a jej zapiekankę nauczyła mnie przyrządzać ciocia męża, a ja swoją siostrę i bratową.

Potrawa ta jest świetna na różne okazje, nawet dla gości, choć nie pod rękę jej z szampanem czy kawiorem ;) Może być uzupełnieniem zimowego grilla, ogniska, doskonała na działkę, na po sankach, nartach, kuligu… a jaka pyszna z młodej kapusty. Łatwo ją odgrzać, w rondlu, piekarniku czy mikrofali, jest dużo smaczniejsza następnego dnia. Wybornie smakuje zarówno z kartofelkami z wody jak i pieczywem.

Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że to wersja light bigosu i gołąbków, bo przygotowana bez tłuszczu, zawiesistego sosu czy smażenia. Zapiekam ją w dość dużej brytfannie i ilość produktów podana poniżej jest na wielką porcję.

Główne składniki to:

-kapusta biała – nieduża główka lub połowa dużej,
-mięso mielone ok.1,2 kg,
-ryż ok. 125 g czyli tyle co w jednej torebce.

Pozostałe powinny być w każdej kuchni.

Sposób przyrządzania:

Ryż ugotować tak jak komu wygodniej w torebce lub tradycyjnie z odrobiną soli i ostudzić.

Kapustę poszatkować nożem lub szatkownicą, zagotować wodę w sporym garnku i wrzucić kapustę, gotować aż do miękkości- ok. godziny. Jeśli ktoś nigdy nie szatkował kapusty to dobra okazja, bo w gotowej potrawie wcale nie widać czy robiła to wprawna ręka czy początkująca.

Mięso mielone wieprzowe lub wieprzowo- wołowe, takie jakie lubicie, przyprawić wg. gustu solą , pieprzem, gałką muszkatołową, majerankiem ( ewentualnie przyprawą do mięsa mielonego), dodać 1-2 jajka, drobno posiekaną cebulę, ryż i dokładnie wyrobić. Podzielić na dwie części.

Miękką kapustę osączyć, nie wyciskać, odrobina wody jest wskazana, zapiekanka nie będzie sucha, a w sosie własnym. Na dno brytfanny ułożyć warstwę 1-2 cm kapusty, posypać przyprawami np. do bigosu i potraw z kapusty, pokruszonymi grzybkami suszonymi, posmarować przecierem pomidorowym, czy kto co tam jeszcze lubi.

Następnie ułożyć warstwę mięsa i znowu kapusta, przyprawy, mięso, kapusta, przyprawy. Wierzch posypuję startą marchewką, ale nie ma takiej konieczności, przykrywamy pokrywką lub folią aluminiową i do piekarnika. Moja spędza tam 1,5 – 2 godziny, zależy to od wielkości naczynia do zapiekania . Ilość warstw podobnie, w małym naczyniu może to być tylko kapusta- mięso- kapusta, w dużym więcej niż dwie warstwy mięsa.


Jeśli ktoś lubi bardziej zdecydowane smaki, a wątroba nie ma nic przeciwko temu, to może kapustę białą wymieszać z kiszoną, ale mieszamy dopiero układając je w brytfannie, wcześniej każdą podgotowujemy w oddzielnych garnkach. Kiedyś bardzo lubiłam taką wersję. Można też przełożyć kolejne warstwy plastrami wędzonego boczku.

Gdyby odgotowanej kapusty była za dużo do zapiekanki, studzimy ją, odsączamy i zamrażamy w niewielkich porcjach. Wykorzystuję ją potem do barszczu ukraińskiego, którego klasyczna postać wymaga sporo składników w małych ilościach, albo do innej zupy jarzynowej, albo do kolejnej zapiekanki.


wtorek, 5 stycznia 2010

Tort makowy -Maciuś



Dzień taki, co to siedzę i obgryzam paznokcie ( ze stresu a nie bezrobocia), dlatego proponuję coś słodkiego, ale na kwaśno ;) torcik makowy z kremem cytrynowym, nazwany przez nas
Maciuś.


Tort makowy z
pajęczynką ( to określenie mojej siostry) o takiej nazwie widziałam kiedyś w Delikatesach, nie wiem co miał w środku, ale nazwę - z wiadomych względów ;) i pajęczynkę zaadaptowaliśmy do ciasta pieczonego u nas od zawsze. Zmieniały się tylko dodatki i wygląd.
Tort makowy w oryginale był z kremem kawowym, ale ja kawę to lubię tylko w filiżance, dlatego początkowo przekładałam go masą z kaszy manny, aż kiedyś w jakiejś gazecie trafiłam na tort makowy z kremem cytrynowym. Z przepisu na ciasto nie skorzystałam, bo mój jest sprawdzony, za to krem zyskał akceptację rodziny.
Krem cytrynowy to rodzaj bardzo gęstego/glutowatego i kwaśnego kisielu i jako kisiel też jest lubiany przez moich synów, możliwe jednak, że nie wszystkim przypadnie do gustu, dlatego podam i inne masy do przełożenia.

Tort makowy to w zasadzie biszkopt, gdzie zamiast mąki używamy maku- przepis na małą tortownicę o średnicy 21 cm. Nigdy nie próbowałam upiec go większego, z dwóch porcji, piekłam dwa lub trzy małe.

Ciasto:

20 dkg maku
6 jaj
ok. 1 szklanki cukru pudru
ok. 3 łyżek bułki tartej
zapach migdałowy

Mak sparzyć i utrzeć lub przekręcić kilkakrotnie przez maszynkę do mięsa
.
Żółtka utrzeć z cukrem pudrem do białości, dodać mak, zapach- połowę fiolki i bułkę tartą. Dodaję trochę więcej niż 3 czubate łyżki. Z białek ubić sztywną pianę i połączyć z resztą, delikatnie wymieszać.
Tortownicę wysmarować tłuszczem i dokładnie wysypać tartą bułką- niestety tutaj tylko ten stary sposób się sprawdza, bo ciasto lubi przywierać.
Upiec- nie potrafię podać czasu pieczenia ani temp. - mam tak wyeksploatowny piekarnik, że muszę się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek upiec. Tort powinien odstawać od brzegów formy, z której go wyjmujemy po lekkim ostudzeniu.

Ciasto wystudzić, a następnie przekroić na dwa blaty.


Krem cytrynowy:

4 cytryny
2 żółtka

1 szklanka wody
1 łyżka masła
1 szklanka cukru
2-3 łyżki mąki ziemniaczanej

Cytryny sparzyć wrzątkiem, z jednej zetrzeć skórkę, aby jak najmniej jej stracić, owijam tarkę folią spożywczą- ten sposób sprawdza się też przy tarciu imbiru, gałki muszkatołowej itp. Zdejmujemy folię z tarki i zbieramy łyżką przyprawy.
Wyciskamy sok z wszystkich cytryn, aby łatwiej go oddały, cytryny kładziemy na stole i przyciskając ręką taczamy każdą przez chwilę.


Odmierzyć 3/4 szklanki soku, jeśli zachodzi taka potrzeba przecedzić go przez sito, zagotować sok z częścią wody, cukrem, masłem i otartą skórką. Zagęścić krem mąką ziemniaczaną rozbełtaną z resztą wody, zagotować i zdjąć z ognia. Podprawić masę żółtkami, czyli utrzeć żółtka w kubeczku zaparzając je gorącą masą, a następnie dodać do całości. Krem ma być gęsty, co widać na zdjęciu.
Lekko przestudzić i przełożyć ciasto.


Całość smaruję gotowymi polewami Dr..... oj jak mi się dziś wszystko z doktorami kojarzy :(
i robię pajęczynkę w innym kolorze. Kiedy piekę od razu dwa to zazwyczaj pajęczyny robię na zasadzie pozytyw- negatyw, choć ostatnio biała polewa jest jakby gęściejsza i za szybko mi zastyga.

Dla tradycjonalistów- krem kawowy- nigdy przeze mnie nie sprawdzony, ale robiłam inne tą metodą:

25 dkg masła roślinnego
2 jajka całe
2 żółtka
1 szklanka cukru
mocny napar kawy
sok z cytryny

Całe jajka i żółtka utrzeć z cukrem na parze do białości, ostudzić.
Utrzeć masło, dodawać stopniowo masę jajeczną i ucierać. Na końcu dodać napar z kawy i sok z cytryny w ilościach jakie tam komu pasują.

Krem z kaszy manny - mój ulubiony do ciemnych ciast np. murzynka :

1 kostka margaryny
3 szklanki mleka
1 szklanka cukru
6 łyżek kaszy manny ( czubatych)
olejek migdałowy

To spora porcja, do ciast z małej tortownicy robiłam z 1/3 produktów.

Ugotować gęstą kaszę mannę, ja gotuję od razu z cukrem, ostudzić pod przykryciem. Posypuję po wierzchu cukrem, wtedy nie powstaje kożuszek.
Ucierać margarynę dodając stopniowo zimną kaszę mannę, na koniec dodać zapach migdałowy wg. uznania.
Ten krem wychodzi zawsze, nigdy się nie zwarzy i jest naprawdę smaczny.

Czy Wy też widzicie różnej wielkości czcionki, od jakiegoś czasu ja robię swoje, a blog mi się publikuje po swojemu wrrrr :((

sobota, 26 września 2009

Cukinia faszerowana


Pisałam już, że bardzo lubię cukinię młodą, nie przerośniętą. Najczęściej robię panierowaną do schaboszczaka, ale najulubieńsza to faszerowana. Rodzina zjada tę potrawę, bardzo zachwycona jednak nie jest, dlatego nie przygotowuję jej za często. W ogóle kombinacje mięsno- warzywne znajdują się na mojej top liście, doskonale smakują, ich przygotowanie zazwyczaj nie jest bardzo pracochłonne i mogą zastąpić obiad kilkudaniowy, a odgrzewane są jeszcze smaczniejsze :)
Tegoroczna jesień sprzyja cukinii, nawet jakby bardziej niż lato. Udało mi się wyhodować dwie prawie jednakowe i w jednym czasie, więc dziś na obiad serwowałam swoje ulubione danie.





Jak ją przyrządzam:

- cukinię przecinam wzdłuż na pół;
- łyżką wybieram gniazdo nasienne, powstaje taka łódeczka;
- napełniam wydrążone cukinie farszem.

Farsz- na dwie nieduże cukinie :

- ok. 30 dkg dobrego mięsa mielonego ( jeśli weźmiemy więcej to żaden problem, zostanie na pyszne kotlety), ja przygotowuję z wieprzowiny, ale drobiowe też może być;
- jedna cebula pokrojona w kosteczkę i zeszklona na łyżce masła;
- posiekany koperek;
- 1-2 jajka;
- sól, pieprz;
- odrobina bułki tartej.

Wszystkie składniki dokładnie wyrobić, uformować wałeczki i umieścić w wydrążonych połówkach cukinii. Faszerowane cukinie ułożyć w brytfannie lub podłużnym naczyniu żaroodpornym, podlać ok. 1 szklanką sosu, tak żeby warzywa były zanurzone tylko do połowy.
Sos przygotowujemy wcześniej sami ewentualnie możemy skorzystać z gotowych, z torebki, najbardziej odpowiedni to pomidorowy lub grzybowy, ale wydaje mi się, że koperkowy też byłby ok. Przykrywamy i umieszczamy w piekarniku, nie wiem na jak długo, bo ja nigdy niczego nie piekę na czas tylko na oko. Cukinia dość szybko staje się miękka, a mięso mielone nie potrzebuje długiego pieczenia.

środa, 5 sierpnia 2009

Kartofelki


Nasz region słynie m.in. z uprawy ziemniaków, w moim rodzinnym domu ziemniaki były podstawą wyżywienia. Nie, nie... wcale nie dlatego, że brakowało mięsa czy innych produktów, odkąd pamiętam ( a pamiętam wiele z bardzo wczesnego dzieciństwa) niczego nie brakowało. Ja jednak nie lubiłam kartofli, tak przynajmniej myślałam, bo od kiedy rozpoczęłam samodzielne życie odkryłam jakie pyszne mogą być te bulwy. W moim domu i stołówkach ziemniaki podawano zazwyczaj tłuczone, puree, a najlepsze są z wody, w mundurkach czy pieczone. Nie muszą być nawet okraszone, same w sobie są pyszne.

Kilka razy do roku przeprowadzam z moim Tatą pewną rozmowę :). Najlepsze irysy rosną na polu mego brata, ma on też doskonałe piwnice do ich przechowywania, dlatego przy okazji odwiedzin przywozimy po pół woreczka. Mówię zazwyczaj do Taty, że może pójdziemy nabrać ziemniaków, a Tata:
- Ale u nas nie ma ziemniaków, są tylko kartofle.
- Kartofel to po niemiecku , po polsku jest ziemniak.
Tata wtedy wypowiada to swoje
- Oo... - takie trochę zdziwione, trochę jakby przemawiał do osoby niespełna rozumu i pyta nie oczekując odpowiedzi
- Chcesz pomarańczy ?

Do piwnicy po kartofle chodzę najczęściej sama z Tatą, bo nikt nie rozumie, że najlepsze są nieduże bulwy. Nie ma znaczenia czy do gotowania czy starcia, takie są najsmaczniejsze. Tata nazywa je pomarańczami i dzielnie pomaga w wybieraniu, choć uważa, że jego pierworodna niezupełnie ten tego :)))
Kupując też proszę o wybranie małych, co nie zawsze znajduje zrozumienie otoczenia.


Wszystko to mi się przypomniało wczoraj, kiedy piekłam kartofelki Cebulki, jakoś dużo mi się przypomina ostatnio, czyżby starość ;)
O tych kartofelkach słyszałam dużo dobrego, aż kiedyś miałam okazję posmakować- pychotka.
Trochę się obawiałam czy mój mąż je zaakceptuje, bo pieczemy bez obierania, ale obawy były niepotrzebne.












Kartofle szorujemy szczotką, kroimy wzdłuż na ćwiartki, układamy jedną warstwą na blachę, posypujemy czosnkiem i rozmarynem i do pieca. Nie solimy! Pieczemy wg uznania, do miękkości albo na chrupiąco. Moje są skropione sosem ze smażenia kurczaka, ale w ostatniej chwili, tuż przed wyjęciem z piekarnika.
Cebulka podawała do nich jeszcze dipy: jogurtowo- koperkowy i jogurtowo- rzodkiewkowy, u mnie z kurczakiem ( mąż dostał z karkówką) i sałatą lodową z sosem vinegret.

Jeszcze uwaga zupełnie nie na temat, skąd u nas na Białostocczyźnie tak dużo germanizmów, mój Tata nie powie inaczej niż hebel, winkiel czy waserwaga.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...