niedziela, 25 grudnia 2016
sobota, 10 grudnia 2016
Przedświąteczne słodkości.
Przygotowania świąteczne w pełni, trzeba więc odszczurzyć i bloga.
Składniki:
200 g masła
200 g cukru
250 g mąki pszennej
185 g mąki ziemniaczanej
2 żółtka
skórka otarta z 2 cytryn
Ciasto rozwałkować na grubość ok 1 cm i wycinać ciastka.
Piec ok. 20 min w temp. 160oC , po wyjęciu z piekarnika można posypać cukrem pudrem.
Migdałowe rogaliki
180 g mąki pszennej
58 g cukru pudru
50 g zmielonych migdałów
1 żółtko
do posypania cukier puder wymieszany z cukrem z prawdziwą wanilią
Wykonanie:
Zamiast migdałów można dodać mielone orzechy włoskie lub laskowe.
W przepisie sugerują piec na tydzień przed świętami, te które przyniosłam na spotkanie piekłam w czwartek, z włoskimi orzechami.
Pierniczki natomiast robiłam wg. przepisu pani Jarmili Buczyńskiej, który można znaleźć w internecie, podobnie jak mnóstwo zdjęć jej arcydzieł i sposób przygotowania papierowej tutki do lukru.
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Kartka sztalugowa i rabarbarowy placek
Kartka wygląda tak
środa, 2 marca 2011
Wczoraj zamieszkał ze mną królik
piątek, 8 października 2010
Zapraszam na ciasto z jabłkami
Tortownicę albo blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ciasto rozwałkować, ułożyć na papierze formując wysoki i cieniutki brzeg, ponakłuwać widelcem i podpiec 15 min w temp. 200 st.C, po czym ostudzić.
W rondlu lekko zrumienić masło, dodać pozostałe składniki, wymieszać, chwile potrzymać na ogniu i rozłożyć na jabłkach, które lekko przestudzone wyłożyliśmy już na podpieczonym spodzie.
Przepis podaję na prośbę Madziuli, która nie lubi jabłeczników :))))
poniedziałek, 1 lutego 2010
Zapiekanka teściowej
Moi dwaj panowie ( pierworodny prawie w ogóle nie jada mięsa, bo mu nie smakuje) bardzo lubią gołąbki, są w stanie pochłonąć każdą ich ilość, ale bez opakowania czyli kapusty. Prawdopodobnie z takim samym problemem spotkała się moja teściowa i dlatego wymyśliła tę zapiekankę, a może zrobił to ktoś inny. Teściowa zmarła zanim została moją teściową, a jej zapiekankę nauczyła mnie przyrządzać ciocia męża, a ja swoją siostrę i bratową.
Potrawa ta jest świetna na różne okazje, nawet dla gości, choć nie pod rękę jej z szampanem czy kawiorem ;) Może być uzupełnieniem zimowego grilla, ogniska, doskonała na działkę, na po sankach, nartach, kuligu… a jaka pyszna z młodej kapusty. Łatwo ją odgrzać, w rondlu, piekarniku czy mikrofali, jest dużo smaczniejsza następnego dnia. Wybornie smakuje zarówno z kartofelkami z wody jak i pieczywem.
Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że to wersja light bigosu i gołąbków, bo przygotowana bez tłuszczu, zawiesistego sosu czy smażenia. Zapiekam ją w dość dużej brytfannie i ilość produktów podana poniżej jest na wielką porcję.
Główne składniki to:
-kapusta biała – nieduża główka lub połowa dużej,
-mięso mielone ok.1,2 kg,
-ryż ok.
Pozostałe powinny być w każdej kuchni.
Sposób przyrządzania:
Ryż ugotować tak jak komu wygodniej w torebce lub tradycyjnie z odrobiną soli i ostudzić.
Kapustę poszatkować nożem lub szatkownicą, zagotować wodę w sporym garnku i wrzucić kapustę, gotować aż do miękkości- ok. godziny. Jeśli ktoś nigdy nie szatkował kapusty to dobra okazja, bo w gotowej potrawie wcale nie widać czy robiła to wprawna ręka czy początkująca.
Mięso mielone wieprzowe lub wieprzowo- wołowe, takie jakie lubicie, przyprawić wg. gustu solą , pieprzem, gałką muszkatołową, majerankiem ( ewentualnie przyprawą do mięsa mielonego), dodać 1-2 jajka, drobno posiekaną cebulę, ryż i dokładnie wyrobić. Podzielić na dwie części.
Miękką kapustę osączyć, nie wyciskać, odrobina wody jest wskazana, zapiekanka nie będzie sucha, a w sosie własnym. Na dno brytfanny ułożyć warstwę 1-
Następnie ułożyć warstwę mięsa i znowu kapusta, przyprawy, mięso, kapusta, przyprawy. Wierzch posypuję startą marchewką, ale nie ma takiej konieczności, przykrywamy pokrywką lub folią aluminiową i do piekarnika. Moja spędza tam 1,5 – 2 godziny, zależy to od wielkości naczynia do zapiekania . Ilość warstw podobnie, w małym naczyniu może to być tylko kapusta- mięso- kapusta, w dużym więcej niż dwie warstwy mięsa.
Jeśli ktoś lubi bardziej zdecydowane smaki, a wątroba nie ma nic przeciwko temu, to może kapustę białą wymieszać z kiszoną, ale mieszamy dopiero układając je w brytfannie, wcześniej każdą podgotowujemy w oddzielnych garnkach. Kiedyś bardzo lubiłam taką wersję. Można też przełożyć kolejne warstwy plastrami wędzonego boczku.
Gdyby odgotowanej kapusty była za dużo do zapiekanki, studzimy ją, odsączamy i zamrażamy w niewielkich porcjach. Wykorzystuję ją potem do barszczu ukraińskiego, którego klasyczna postać wymaga sporo składników w małych ilościach, albo do innej zupy jarzynowej, albo do kolejnej zapiekanki.
wtorek, 5 stycznia 2010
Tort makowy -Maciuś
Dzień taki, co to siedzę i obgryzam paznokcie ( ze stresu a nie bezrobocia), dlatego proponuję coś słodkiego, ale na kwaśno ;) torcik makowy z kremem cytrynowym, nazwany przez nas Maciuś.

Tort makowy z pajęczynką ( to określenie mojej siostry) o takiej nazwie widziałam kiedyś w Delikatesach, nie wiem co miał w środku, ale nazwę - z wiadomych względów ;) i pajęczynkę zaadaptowaliśmy do ciasta pieczonego u nas od zawsze. Zmieniały się tylko dodatki i wygląd.
Tort makowy w oryginale był z kremem kawowym, ale ja kawę to lubię tylko w filiżance, dlatego początkowo przekładałam go masą z kaszy manny, aż kiedyś w jakiejś gazecie trafiłam na tort makowy z kremem cytrynowym. Z przepisu na ciasto nie skorzystałam, bo mój jest sprawdzony, za to krem zyskał akceptację rodziny.
Krem cytrynowy to rodzaj bardzo gęstego/glutowatego i kwaśnego kisielu i jako kisiel też jest lubiany przez moich synów, możliwe jednak, że nie wszystkim przypadnie do gustu, dlatego podam i inne masy do przełożenia.
Tort makowy to w zasadzie biszkopt, gdzie zamiast mąki używamy maku- przepis na małą tortownicę o średnicy 21 cm. Nigdy nie próbowałam upiec go większego, z dwóch porcji, piekłam dwa lub trzy małe.
Ciasto:
20 dkg maku
6 jaj
ok. 1 szklanki cukru pudru
ok. 3 łyżek bułki tartej
zapach migdałowy
Mak sparzyć i utrzeć lub przekręcić kilkakrotnie przez maszynkę do mięsa.
Żółtka utrzeć z cukrem pudrem do białości, dodać mak, zapach- połowę fiolki i bułkę tartą. Dodaję trochę więcej niż 3 czubate łyżki. Z białek ubić sztywną pianę i połączyć z resztą, delikatnie wymieszać.
Tortownicę wysmarować tłuszczem i dokładnie wysypać tartą bułką- niestety tutaj tylko ten stary sposób się sprawdza, bo ciasto lubi przywierać.
Upiec- nie potrafię podać czasu pieczenia ani temp. - mam tak wyeksploatowny piekarnik, że muszę się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek upiec. Tort powinien odstawać od brzegów formy, z której go wyjmujemy po lekkim ostudzeniu.
Ciasto wystudzić, a następnie przekroić na dwa blaty.
Krem cytrynowy:
4 cytryny
2 żółtka
1 szklanka wody
1 łyżka masła
1 szklanka cukru
2-3 łyżki mąki ziemniaczanej
Cytryny sparzyć wrzątkiem, z jednej zetrzeć skórkę, aby jak najmniej jej stracić, owijam tarkę folią spożywczą- ten sposób sprawdza się też przy tarciu imbiru, gałki muszkatołowej itp. Zdejmujemy folię z tarki i zbieramy łyżką przyprawy.
Wyciskamy sok z wszystkich cytryn, aby łatwiej go oddały, cytryny kładziemy na stole i przyciskając ręką taczamy każdą przez chwilę.
Odmierzyć 3/4 szklanki soku, jeśli zachodzi taka potrzeba przecedzić go przez sito, zagotować sok z częścią wody, cukrem, masłem i otartą skórką. Zagęścić krem mąką ziemniaczaną rozbełtaną z resztą wody, zagotować i zdjąć z ognia. Podprawić masę żółtkami, czyli utrzeć żółtka w kubeczku zaparzając je gorącą masą, a następnie dodać do całości. Krem ma być gęsty, co widać na zdjęciu.
Lekko przestudzić i przełożyć ciasto.

Całość smaruję gotowymi polewami Dr..... oj jak mi się dziś wszystko z doktorami kojarzy :( i robię pajęczynkę w innym kolorze. Kiedy piekę od razu dwa to zazwyczaj pajęczyny robię na zasadzie pozytyw- negatyw, choć ostatnio biała polewa jest jakby gęściejsza i za szybko mi zastyga.
Dla tradycjonalistów- krem kawowy- nigdy przeze mnie nie sprawdzony, ale robiłam inne tą metodą:
2 jajka całe
2 żółtka
1 szklanka cukru
mocny napar kawy
sok z cytryny
Całe jajka i żółtka utrzeć z cukrem na parze do białości, ostudzić.
Utrzeć masło, dodawać stopniowo masę jajeczną i ucierać. Na końcu dodać napar z kawy i sok z cytryny w ilościach jakie tam komu pasują.
Krem z kaszy manny - mój ulubiony do ciemnych ciast np. murzynka :
1 kostka margaryny
3 szklanki mleka
1 szklanka cukru
6 łyżek kaszy manny ( czubatych)
olejek migdałowy
To spora porcja, do ciast z małej tortownicy robiłam z 1/3 produktów.
Ugotować gęstą kaszę mannę, ja gotuję od razu z cukrem, ostudzić pod przykryciem. Posypuję po wierzchu cukrem, wtedy nie powstaje kożuszek.
Ucierać margarynę dodając stopniowo zimną kaszę mannę, na koniec dodać zapach migdałowy wg. uznania.
Ten krem wychodzi zawsze, nigdy się nie zwarzy i jest naprawdę smaczny.
sobota, 26 września 2009
Cukinia faszerowana
Pisałam już, że bardzo lubię cukinię młodą, nie przerośniętą. Najczęściej robię panierowaną do schaboszczaka, ale najulubieńsza to faszerowana. Rodzina zjada tę potrawę, bardzo zachwycona jednak nie jest, dlatego nie przygotowuję jej za często. W ogóle kombinacje mięsno- warzywne znajdują się na mojej top liście, doskonale smakują, ich przygotowanie zazwyczaj nie jest bardzo pracochłonne i mogą zastąpić obiad kilkudaniowy, a odgrzewane są jeszcze smaczniejsze :)
Tegoroczna jesień sprzyja cukinii, nawet jakby bardziej niż lato. Udało mi się wyhodować dwie prawie jednakowe i w jednym czasie, więc dziś na obiad serwowałam swoje ulubione danie.

Jak ją przyrządzam:
- cukinię przecinam wzdłuż na pół;
- łyżką wybieram gniazdo nasienne, powstaje taka łódeczka;
- napełniam wydrążone cukinie farszem.
Farsz- na dwie nieduże cukinie :
- ok. 30 dkg dobrego mięsa mielonego ( jeśli weźmiemy więcej to żaden problem, zostanie na pyszne kotlety), ja przygotowuję z wieprzowiny, ale drobiowe też może być;
- jedna cebula pokrojona w kosteczkę i zeszklona na łyżce masła;
- posiekany koperek;
- 1-2 jajka;
- sól, pieprz;
- odrobina bułki tartej.
Wszystkie składniki dokładnie wyrobić, uformować wałeczki i umieścić w wydrążonych połówkach cukinii. Faszerowane cukinie ułożyć w brytfannie lub podłużnym naczyniu żaroodpornym, podlać ok. 1 szklanką sosu, tak żeby warzywa były zanurzone tylko do połowy.
Sos przygotowujemy wcześniej sami ewentualnie możemy skorzystać z gotowych, z torebki, najbardziej odpowiedni to pomidorowy lub grzybowy, ale wydaje mi się, że koperkowy też byłby ok. Przykrywamy i umieszczamy w piekarniku, nie wiem na jak długo, bo ja nigdy niczego nie piekę na czas tylko na oko. Cukinia dość szybko staje się miękka, a mięso mielone nie potrzebuje długiego pieczenia.
środa, 5 sierpnia 2009
Kartofelki
Nasz region słynie m.in. z uprawy ziemniaków, w moim rodzinnym domu ziemniaki były podstawą wyżywienia. Nie, nie... wcale nie dlatego, że brakowało mięsa czy innych produktów, odkąd pamiętam ( a pamiętam wiele z bardzo wczesnego dzieciństwa) niczego nie brakowało. Ja jednak nie lubiłam kartofli, tak przynajmniej myślałam, bo od kiedy rozpoczęłam samodzielne życie odkryłam jakie pyszne mogą być te bulwy. W moim domu i stołówkach ziemniaki podawano zazwyczaj tłuczone, puree, a najlepsze są z wody, w mundurkach czy pieczone. Nie muszą być nawet okraszone, same w sobie są pyszne.
Kilka razy do roku przeprowadzam z moim Tatą pewną rozmowę :). Najlepsze irysy rosną na polu mego brata, ma on też doskonałe piwnice do ich przechowywania, dlatego przy okazji odwiedzin przywozimy po pół woreczka. Mówię zazwyczaj do Taty, że może pójdziemy nabrać ziemniaków, a Tata:
- Ale u nas nie ma ziemniaków, są tylko kartofle.
- Kartofel to po niemiecku , po polsku jest ziemniak.
Tata wtedy wypowiada to swoje
- Oo... - takie trochę zdziwione, trochę jakby przemawiał do osoby niespełna rozumu i pyta nie oczekując odpowiedzi
- Chcesz pomarańczy ?
Do piwnicy po kartofle chodzę najczęściej sama z Tatą, bo nikt nie rozumie, że najlepsze są nieduże bulwy. Nie ma znaczenia czy do gotowania czy starcia, takie są najsmaczniejsze. Tata nazywa je pomarańczami i dzielnie pomaga w wybieraniu, choć uważa, że jego pierworodna niezupełnie ten tego :)))
Kupując też proszę o wybranie małych, co nie zawsze znajduje zrozumienie otoczenia.
Wszystko to mi się przypomniało wczoraj, kiedy piekłam kartofelki Cebulki, jakoś dużo mi się przypomina ostatnio, czyżby starość ;)
O tych kartofelkach słyszałam dużo dobrego, aż kiedyś miałam okazję posmakować- pychotka.
Trochę się obawiałam czy mój mąż je zaakceptuje, bo pieczemy bez obierania, ale obawy były niepotrzebne.


Kartofle szorujemy szczotką, kroimy wzdłuż na ćwiartki, układamy jedną warstwą na blachę, posypujemy czosnkiem i rozmarynem i do pieca. Nie solimy! Pieczemy wg uznania, do miękkości albo na chrupiąco. Moje są skropione sosem ze smażenia kurczaka, ale w ostatniej chwili, tuż przed wyjęciem z piekarnika.
Cebulka podawała do nich jeszcze dipy: jogurtowo- koperkowy i jogurtowo- rzodkiewkowy, u mnie z kurczakiem ( mąż dostał z karkówką) i sałatą lodową z sosem vinegret.
Jeszcze uwaga zupełnie nie na temat, skąd u nas na Białostocczyźnie tak dużo germanizmów, mój Tata nie powie inaczej niż hebel, winkiel czy waserwaga.
















