czwartek, 21 października 2010

Co było gdy mnie nie było


    Nie miałam internetu, znowu !!! Zmiana umowy i awaria routera w tym samym czasie to za dużo, żeby myśleć logicznie, mój  mąż i panienka z netii nie potrafili się dogadać telefonicznie przez tydzień. 

    W tym czasie pozbyłam się ;)  części farbowanych nitek, a pomaziałam trochę w kolorach jesieni  i zieleniach.



    Pani Jesień- każdy motek inny, bo najbardziej mi się podoba malowanie farbami po niciach, tak to się w zasadzie odbywa w moim wypadku, nie farbowanie a malowanie. Nigdy do końca nie wiem jak nitki będą wyglądać po wyschnięciu, barwniki nanoszone jedne na drugie dają często zaskakujące efekty. Wspominałam już o złudnych wizjach  po nałożeniu koloru, po podgrzaniu i po wyschnięciu- to zupełnie trzy różne barwy. Dlatego odwołuję wszelkie wcześniejsze obietnice ufarbowania konkretnych kolorów, będą takie jakie wyjdą, ale będę się bardzo starać żeby były choć trochę  podobne do obiecanych  ;)

    I jeszcze kilka nitek w kolorach jesiennych: koralowo- brązowe i rudo - brązowe. Z rudym barwnikiem jest podobnie jak z nitkami, w komentarzach pisała o tym Violka , to raczej oranże i bez podrasowania nie da się uzyskać takiego koloru, albo ja mam o nim mylne wyobrażenie.




    
    Miałam takie zielone - młoda sałata ;) trawka i podobno pistacjowe, podobno, bo mam wrażenie, że część barwnika się nie rozpuściła, część żółta, co wyszło w formie kropek na nitkach cieńszych, ale tego to już nie pokażę. Piszę  dlatego żeby Koroneczka wiedziała, że jednak coś mi nie wychodzi ;)

 







    



    
    Były też takie pokazywane w poprzednim poście , ale zostały porwane na spotkaniu, pracuję jednak nad powtórzeniem kolorów.

    Poza tym mam w planach wysupłać dużą ilość świątecznych frywolitek i skleić trochę kartek. Już nawet zaczęłam realizować te plany. Bardzo się cieszę, że kilka osób poprosiło o nie, ale jednocześnie i martwię, bo nie znam swoich możliwości. Nie wiem jak szybko i ile dam radę zrobić, a kiedy coś obiecuję to staram się wywiązać jak najszybciej, w efekcie trzęsą mi się ręce. Całe szczęście, że klawiatura tego nie przekazuje, co by to było gdybym pisała piórem ;)))))

    Nie wyszły mi też, Aniu,  frywolitkowe gwiazdki, miałam taki dzień, że wszystko czego tknęłam lądowało w koszu, błędy robiłam nawet w  znanych na pamięć schematach. Nie były to pomyłki w stylu Renulka ;) widocznie to nie był dobry dzień na frywolitki. 

    A teraz idę poczytać i pooglądać co Wy zmalowałyście w czasie gdy mnie nie było :)

wtorek, 12 października 2010

Moje zapachy do szafy, komody, szuflady...


    Sezon na lawendę dawno minął, ale kiedy się ma susz lawendowy to saszetki zapachowe  można robić cały rok. W trakcie farbowania nitek zaczęłam łączyć kolory z zapachami, niektóre od razu jakoś się kojarzą- różowy z różą, fioletowo-liliowy z lawendą... inne mniej, ale wystarczy dobrze poszukać w naturze albo sklepie z zapachami;)


    Oto moje pachnące serduszka, co zawierają widać na zdjęciu. Trochę byłam przerażona silnym, różanym aromatem, wszystko wokół pachniało różą, ale to serduszko znalazło najwięcej amatorów :)


     Miałam też takie nitki i zdążyłam nawet z nich zrobić jedną poduszeczkę i jedno serduszko, niteczki jednak straciłam bezpowrotnie ;) czas nastawić gar do farbowania. Saszetkę nafaszerowałam zapachem pt. 'Herbaciana Zieleń' cokolwiek to znaczy.

Serduszka są nieduże.

piątek, 8 października 2010

Zapraszam na ciasto z jabłkami


    Dawno, dawno temu, przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, w każdej szkole były zajęcia z integracji europejskiej. Klasa mojej siostrzenicy, mocno nieletniej wtedy, przygotowywała prezentację Holandii i siostrzenica z koleżanką same, nie przymuszane, zgłosiły się do przygotowania czegoś słodkiego serwowanego w tym kraju. Jak to często bywa, o obietnicy przypomniała chwilę przed godz. 0. Tak więc, pewnego dnia, po dość późnym powrocie z pracy, moja siostra zastała stół zastawiony różnymi produktami, na nich kartka z dziwnym przepisem i wyłaniającą się z pokoju córkę z błaganiem : 
- Mamo pomóż.

    Siostra międląc w ustach słowa, których się nie wypowiada, zgrzytając zębami i szczękając garami zakasała rękawy oczyma wyobraźni widząc jakiegoś gniota wyjmowanego z piekarnika. Złość jej przeszła jak tylko otworzyła ten piekarnik. Od tamtej pory ciasto to często gości na naszych stołach i jakoś dobrze nam się kojarzy to nasze wstąpienie do unii :)))



    Przepis znaleziony przez siostrzenicę w internecie trochę zmodyfikowałam, bo tak jak Jolcia,  wolę owoce z ciastem no i zdecydowanie większą porcję muszę przygotować;)  Podaję obie wersje.

    Nazwa ciasta jest nasza, nie wiem jak brzmi w oryginale, słynny appelgebak na zdjęciach prezentuje się zupełnie inaczej, więc pozostanie:

Holenderskie ciasto z jabłkami

                                             Ciasto:
25 dkg mąki                                                      40 dkg mąki
12 dkg cukru                                                     18 dkg cukru
1/2 kostki masła                                              3/4 kostki masła
1 jajko                                                                 1-2 jajka                                                        
                       pół łyżeczki proszku do pieczenia
                       cukier waniliowy
                       łyżka-dwie mleka 

    Z podanych składników przygotować kruche ciasto wg. schematu- posiekać nożem masło z mąką, proszkiem do pieczenia, cukrem i cukrem waniliowym dodać jajka i mleko, szybko zagnieść, uformować kulę i włożyć do lodówki na godz. Ciasto można przygotować nawet dobę wcześniej- praktykowałam to ;)

    Tortownicę albo blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ciasto rozwałkować, ułożyć na papierze formując wysoki i cieniutki brzeg, ponakłuwać widelcem i podpiec 15 min w temp. 200 st.C, po czym ostudzić.

    To ciasto paskudnie się wałkuje, trzeba raczej ulepiać je w blasze, stosuję taki sposób- rozpłaszczoną kulę ciasta tuż po wyjęciu z lodówki układam w formie, przykrywam folią spożywczą i dostępnym mi walcem -patrz zdjęcie poniżej ;) wałkuję je, a potem już tylko lepię na brzegach.


                                           Masa jabłkowa:

1kg jabłek                                         
2-3 łyżki cukru
5 dkg masła   
10 dkg rodzynek

    W mojej wersji należy wziąć ze 2,5 kg jabłek, najczęściej mieszam antonówki ze słodszymi.
    Jabłka obrać, pokroić na kawałki usuwając gniazda nasienne. Poddusić jabłka wg. uznania, w oryginalnym przepisie są to tylko podduszone do miękkości kawałki, ja rozgotowuję je dużo bardziej. Dodać masło, cukier, rodzynki i jeszcze trochę poddusić. Przyznam , że ilość dodanego cukru zależy od tego jak kwaśne są jabłka. 
Nie dodaję rodzynek, bo moi panowie ich nie lubią.

                                            Migdałowy smak:
10 dkg masła 
niepełna szklanka cukru
łyżka miodu
łyżka mleka
5 dkg płatków migdałowych - wsypuję całą torebkę
   
    W rondlu lekko zrumienić masło, dodać pozostałe składniki, wymieszać, chwile potrzymać na ogniu i rozłożyć na jabłkach, które lekko przestudzone wyłożyliśmy już na podpieczonym spodzie.
    
Piec przez ok. 40 min w piekarniku nagrzanym do 200 st C.

    Ktoś mnie pytał czy to ciasto można jeść na ciepło, zapewniam, że można, nie raz widziałam jak znika tuż po wyjęciu z piekarnika ;))) Zdecydowanie jednak zyskuje na wyglądzie po wystudzeniu i ozdobieniu kleksem z bitej śmietany, można go jeszcze przybrać wiórkiem czekolady.
Nie wiem czy nadaje się do podgrzania w mikrofali.

    Przepis podaję na prośbę Madziuli, która nie lubi jabłeczników  :)))) 



czwartek, 7 października 2010

Poznałam tajemnicę


    Może nie całkiem, może tylko jej rąbek, ale chyba wiem na czym polega supłanie frywolitek 3D- jak nazywają to niektórzy, albo techniki Ankars- taką nazwę nadali  jej twórcy. Długo podziwiałam prace Maranty, kto ich nie zna;) czasami trafiało się na jeszcze innych wykonawców tych pięknych koronek podtrzymujących masę kamieni, bo tu raczej koraliki grają pierwsze skrzypce, frywolitka jest jakby w ich tle. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

    Udało mi się zrobić takiego motylka, owada raczej ;) projekt tego konkretnego mój własny, ale sam pomysł już nie. Bardzo skromny w porównaniu do oglądanych w sieci;)

    
    Jeszcze dużo brakuje do doskonałości, nie powinno się pokazywać takich koślawców, ale jestem szczęśliwa, że w ogóle udało mi się go  wysupłać. Koraliki trochę przypadkowe, niestety nie mam odpowiednich zapasów w domu.
    A moje pierwsze próby wyglądały tak, tego to już na pewno nie powinnam pokazywać ;)))



    








    

    Niedawno miałam okazję obejrzeć książkę Jekatieriny Stiepnoj, która jest chyba głównym twórcą tej techniki i okazuje się, że nie tak trudno zrozumieć. Wytłumaczyć innym też jest prosto. Dużo cięższe jest natomiast zastosowanie tej wiedzy w praktyce, cięższe dosłownie i w przenośni. Ilość i waga kamieni ma tu duże znaczenie, ale na to są sposoby ;) 
    Nie wiem czy kiedykolwiek zrobię coś większego tą techniką, jednak rozglądam się za  kamykami, jak posiądę odpowiednią ich kolekcję to może jakaś bransoletka powstanie.Teraz muszę potrenować ściąganie kółek z niebotycznej ilości słupków.

    Pokazuję to jeszcze z innego powodu, chciałabym lepiej poznać tajniki tej techniki, a u nas panuje jakby zmowa milczenia. Autorki Ankars mieszkają tuż, tuż... może udałoby by się nam nawiązać z nimi kontakt, żebyśmy mogły korzystać z ich wiedzy nie łamiąc prawa. Chciałabym kupić oryginalną wersję książki Riny Stiepnoj- " Pletienije w technikie Ankars", wiem że nie tylko ja mam takie marzenie. 
    Podejrzewam też, że nasze wielkie frywolki od dawna wiedzą jak to się robi ;))))


    I jeszcze pytanie do bardziej doświadczonych w tej sztuce, czy  Aida 20 nie jest za cienka do tak dużych kamieni? może 15 byłaby lepsza ? albo nawet 10 ?



wtorek, 5 października 2010

Powinnam coś napisać

    Od niedzielnego popołudnia myślę jak opisać wrażenia z II WSPM, ale co napisać ? że było miło, wesoło, twórczo.... i smacznie ;) to wiadomo. Wiadomo też, że za krótko, że nie pogadałam z kilkoma osobami, z którymi bardzo chciałam, że do innych gadałam za dużo, zawsze gadam za dużo :))) Nie zauważyłam kilku prac, nie mam pojęcia dlaczego ich nie zauważyłam, ze zdjęć widzę, że bardzo bym chciała je dokładnie obejrzeć, dotknąć. Może następnym razem....

    Bardzo, bardzo wszystkim dziękuję za możliwość przebywania z Wami !

    Zdjęć nie robiłam, nawet nie zabrałam swego staruszka, bo kiedy go zabierałam na podobne imprezy nie miałam czasu wyjąć go z torby ;) Odsyłam więc do fotorelacji innych uczestników :
- Aty

    Z Atą  przygotowałyśmy małą niespodziankę, przez ok. dwa tygodnie nie mogłam nikomu powiedzieć, że ona do nas przyjedzie, a już szczególnie Madziuli, twarda byłam, aż sama siebie podziwiam :))))))
Ata przyjechała z Anią i .... to już i dla mnie była niespodzianka, z Elisse.

    Podebrałam Joli zdjęcie swojego skrawka stolika. Prawie wszystko starocie, chciałam jednak pokazać, że te rzeczy istnieją naprawdę, nie tylko na moim blogu :)))) 


    Zostałam ogołocona ;) z farbowanej Aidy, ale wzbogacona o inne cudowności. Najbardziej się rozczuliłam nie samymi prezentami, ale faktem, że ktoś pamięta co ja lubię i czego brakuje w mojej spiżarni, dzięki Ata!



    A  Emlut obdarowała mnie buteleczką decu, dzięki Ewa! podziękuj też swemu sąsiadowi :))))


    Od kiedy ujrzałam jesienne klimaty Naili wiedziałam, że chcę je mieć, tylko które? po przymiarkach zostałam w Miodowej Czekoladzie, co widać na niekórych zdjęciach ze spotkania.

Dodaję jeszcze link do zdjęć Madziuli  i Emlut.




piątek, 24 września 2010

Fanaberia


    Przeglądając asortyment sklepu z koralikami, wpadły mi w oko sześciany kolorowanego howlitu z szaro- czarnymi żyłkami, od razu pomyślałam żeby w tej tonacji pofarbować nitki. Czekałam aż dotrze paczka z zakupami, bo zależało mi na dobraniu odpowiednich odcieni. Łatwe to nie jest, nitki po nałożeniu barwnika mają inny kolor, w trakcie podgrzewania inny, a po wyschnięciu jeszcze inny. Czasami efekt końcowy jest bardzo zaskakujący. 

    Na pierwszy ogień poszły róże i szarości, jakiś czas temu zauroczyło mnie to zestawienie i jak widać jeszcze nie przeszło. Wzór wyszperałam w swoich starych zasobach, pochodzi prawdopodobnie z 7ya, kiedyś sporo ciekawych rzeczy tam było. Nie znam jego autora, opis jest w jęz. rosyjskim, więc jak ktoś będzie się  przyznawał, uznam jego prawa ;)


    Do tego właśnie wzoru rozgryzłam montowanie koralików między 3 i 4 kółkami, jednym słowem zachciewajka totalna czyli    Fanaberia.



    Nie mam  młodszej szyi do prezentacji, więc wybaczcie, ale musicie oglądać na mojej ;))) Na tych zdjęciach kolory są prawie jak w rzeczywistości.

 










     

    Na rozkład kolorów w trakcie supłania świadomego wpływu nie miałam, tak mi się udało pomalować, że dość sensownie to wyszło. Nici z tego felernego kłębka, bałam się, że mogą być kłopoty, bo kwadratowe kamyki w tym motywie łatwo wplatać się nie dawały.




    Dziś dopadła mnie chandra, mimo cudnego słońca za oknem. Znowu wyjęłam z gara inne kolory niż planowałam. Nie wychodzi mi czerwień, wszystkie posiadane barwniki ( od 3 producentów) mają ten okropny fuksjowy czy buraczkowy odcień, a ja potrzebuję ciepłej, krwistej czerwieni. Obiecałam kilku osobom jesienne niteczki i choć jesień na nich widać to zdecydowanie inną niż bym chciała :(


poniedziałek, 20 września 2010

Moja pierwsza


Frywolna biżuteria. 

    Przymierzałam się do niej od chwili kiedy nauczyłam się posługiwać czółenkami i dotknęłam doskonałych naszyjników Renulka, obejrzałam cudowności Koroneczki i Maranty, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. 
    Przede wszystkim należało zaopatrzyć sie w koraliki, a ja choć miałam ich trochę, to raczej takie do naszywania na hafty. Po farbowaniu nitek wypadało je przetestować i tak oto powstał komplecik Ann-Elizabeth. Wzór posiadłam z pomocą pewnej Ani ( dzięki wielkie) od Elizabeth z pozwoleniem na jego modyfikację. Stąd właśnie taka nazwa ;)
Nici Aida 20 pierwotnie białe, pokolorowane własnoręcznie i szklane koraliki -pastylki owalne błękitne.


    Zawieszka do łańcuszka i bransoletka 19 cm, wyszła odrobinę za luźna, ale co mi tam ;)


I jeszcze zdjęcie z nitkami - w filecie i przewinięte.


    Kolczyki nie powstały .... zabrakło mi koralików, zamówienie robiłam trochę na chybił trafił, dopiero w trakcie supłania  okazało się ile i jakich potrzebuję, muszę dokupić. Możliwe jednak, że kolczyki wcale nie powstaną, bo w uszach mogę nosić tylko złoto. Czasami na specjalne okazje zakładam inne, ale "czuję" je od momentu założenia i z każdą godziną coraz bardziej. W wolnych chwilach robię natomiast elementy naszyjnika, będzie taki jak bransoletka. Ponieważ mam swój sposób na mocowanie tych pastylek dopiero na końcu, więc nie muszę czekać aż do ich zakupu, supłam dziurawy naszyjnik :)))

    Z nićmi miałam ( i jeszcze będę miała) problem, jeden kłębek trafił mi się jakiś felerny. Kupiłam całe opakowanie, dwa zużyłam wcześniej i było ok, a ten ma nierówny splot, źle skręcony, z kilkunastoma supłami. Już w trakcie przewijania do farbowania zauważyłam, że są co kilkadziesiąt metrów pozwiązywane, wcześniej supły owszem się zdarzały, ale jeden na motek !!! Po ufarbowaniu i przewinięciu odkryłam jeszcze te nierówności. Musiałam dwa razy wyrzucić zaczętą robótkę, bo nie dało się zaciągnąć kółeczka, takie zgrubienia były, kilka razy zacisnęłam je cudem. Jak się dobrze przyjrzeć to widać nierówne słupki :( ale szkoda mi było już ufarbowanych nici.
    To nie wina farbowania, bo z poprzedniego kłębka, z tego samego pudełka, nitki są dobre i cieńsze !



piątek, 17 września 2010

Koralik na połączeniu 3 i 4 kółeczek


    Testowałam pewien schemat, do którego nie miałam zdjęcia i naszła mnie taka fanaberia, aby w środku połączeń kilku kółeczek wpleść koraliki. 

    Ten motyw jest powszechnie znany, takie połączenia nikomu nie przysparzają kłopotów.


    Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć instrukcji z koralikiem w samym centrum tych trzech i czterech kółeczek.  Nie pozostawało nic innego jak samemu spróbować coś wymyślić. Przy trzech kółeczkach poszło mi bardzo sprawnie, natomiast przy czterech jesienne mgły opadły na mój mózg. Postanowiłam ponaklejać koraliki i dla pewności jeszcze je przyszyć. Aż tu nagle....
    Ostatnio budzę się sporo za wcześnie i nie chcąc budzić pozostałych domowników leżę sobie w ciemności, a co można robić tak leżąc- tylko myśleć. Więc.... aż tu nagle, tuż po takim przebudzeniu miałam wizję ;). Wstałam cichutko, zgarnęłam po drodze pudełeczko z potrzebnymi akcesoriami i przeszłam do drugiego pokoju sprawdzić w praktyce moją wizję. Wynik był na tyle zadowalający, że nie zwróciłam uwagi na uszczypliwą radę męża ( który jednak się obudził i przyczłapał sprawdzić co robię) żebym  skorzystała z porady wiadomego lekarza specjalisty ;)

    Oto co wykombinowałam, być może wyważam otwarte drzwi, może istnieje inna metoda, nic mi jednak o tym nie wiadomo.

Koralik na połączeniu trzech kółeczek.

Zrobiłam schemat i zdjęcia poszczególnych etapów.




Rys. 1. To uproszczony schemat tego co na zdjęciu powyżej po lewej stronie. 
Rys. 2. Schemat wykonania kółeczek i łuczków do ich chwili połączenia za pomocą koralika.
Rys. 3. Graficzne przedstawienie miejsca połączenia poszczególnych pikotek i koralika.

Teraz jeszcze opis do zdjęć. 



    Wykonujemy fragment z rys.2 - kółeczko A - 6 słupków + długa pikotka - jej długość zależy od wielkości koralika+ 6 słupków; łuczek ; kółeczko B - 5 słupków + mała pikotka, ale odrobinę większa niż przy typowym połączeni (długość tych małych pikotek też zależy od wielkości koralika) +2 słupki + mała pikotka + 5 słupków; łuczek; kółeczko C- 6 słupków - do momentu gdzie powinniśmy wszystko razem połączyć.Kółeczka łączymy dopiero na samym końcu, w trakcie supłania trzeciego.

 









   

   
    Najpierw przewlekamy dużą pikotkę z kółeczka A przez  pierwszą mniejszą pikotkę kółeczka B, teraz nawlekamy koralik na dużą pikotkę kółeczka A.

 












   Następnie ten fragment dużej pikotki, który nam jeszcze wystaje z koralika, przewlekamy przez drugą pikotkę kółeczka B i łączymy z kółeczkiem C, tak jak zazwyczaj, robimy 6 słupków i zaciągamy kółeczko.


Koralik na połączeniu czterech kółeczek.



Rys.1. Schemat kwiatuszka z czterema kółeczkami.
Rys.2. Tu zaplanowałam umieścić koralik.
Rys.3. Fragment schematu do momentu połączenia wszystkich elementów kwiatuszka.


    A tak graficznie wygląda już po połączeniu i nawleczeniu koralika.


  Podobnie jak przy trzech kółeczkach najpierw wykonujemy motyw do połowy czwartego kółeczka rys.3, czyli do miejsca gdzie połączymy wszystkie kółeczka razem.


     Kółeczko A- 5 słupków, mała pikotka, 2 słupki, mała pikotka, 5 słupków - łuczek, w tym wypadku zrobiłam 15 słupków- kółeczko B-6 słupków, duża pikotka, 6słupków- łuczek- kółeczko C- 5 słupków, mała pikotka, 2 słupki, mała pikotka, 5 słupków- łuczek, kółeczko D- 6 słupków do miejsca połączenia.












   

    Przewlekamy dużą pikotkę z kółeczka B przez  pikotki kółeczek A i C, nawlekamy na długą pikotkę koralik i znowu przeciągamy dużą pikotkę przez małe pikotki kółeczek A i C. Przez malutką pętelkę pozostałą po poprzednich operacjach przewlekamy nitkę kółeczka D, łącząc je w tradycyjny sposób. Dorabiamy 6 słupków i ściągamy nitkę kółeczka. Po wysupłaniu łuczka i połączeniu z początkiem wyszedł mi całkiem zgrabny kwiatuszek z koralikowym środkiem. W rzeczywistości prawie nie widać tych niteczek dookoła koralika, zdjęcie w sporym powiększeniu, kwiatek zrobiłam  z Aidy 20, a koralik ma 3 mm średnicy.



    Długość poszczególnych pikotek należy dobrać doświadczalnie, ja próbowałam na dwóch rodzajach koralików i dostosowywałam się do ich wielkości. 


    Przepraszam za jakość zdjęć, niestety aparat nadaje się już tylko do wymiany.



P.S.  W przypadku innego wzoru, o innej ilości słupków w kółeczkach, trzeba je tak zmodyfikować, aby całkowita ilość słupków była taka sama. Przerobiłam kółeczko z 12 słupkami i jedną pikotką na kółeczko z 2 pikotkami, ale słupków nadal pozostało 12 , bo 5+2+5 = 12. 
Gdyby koralik był dużo większy to nie tylko pikotki trzeba wydłużyć, ale i odstęp między nimi być może powinien być większy niż 2 słupki.
To taka uwaga  dla mniej doświadczonych :))) 



środa, 8 września 2010

II wielkie spotkanie podlasko- mazurskie Białystok i bardzo rozległe okolice


    Na  2 października 2010 od godz. 11,00  Madziula zarezerwowała klub szkolny I LO w Bialymstoku, ul. Brukowa 2.

    Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych, tych co byli na pierwszym spotkaniu i tych, których wtedy nie było, na II wielkie spotkanie podlasko- mazurskie.

    Zasady podobne jak poprzednio
, bo się sprawdziły w praktyce,  przyjmujemy jednak ciekawe i nowatorskie propozycje zmian.

Mapka z dojazdem z dworców PKP i PKS. 






Odpowiadając na pytanie Beaty czy może podać info o spotkaniu u siebie  informuję, że nie tylko nie mam nic przeciwko temu, ale  wręcz odwrotnie, będę wdzięczna za przekazywanie wiadomości dalej :))))  
  


czwartek, 2 września 2010

Co zrobię z kolorowych nitek


    To pytanie od początku farbowania mi zadajecie. Choć uwielbiam patrzeć na ułożone razem filety, jak nazwała pozwijane motki Yenulka, to przełamałam fobię mania i przeszłam do fazy wykorzystywania.

    Nanosiłam po dwa, trzy i cztery kolory na dwie długości nici, aby sprawdzić jak najlepiej się rozłożą w trakcie pracy. Testy zaczęłam od różu indyjskiego, bo pofarbowałam w tym kolorze jednocześnie dwie długości motków.

    Haftowałam na brązowej Luganie, co okazało się szaleństwem- nigdy więcej Lugany, a na pewno nigdy więcej ciemnej Lugany!  Stwierdziłam, że kolory w motku wyglądają trochę inaczej niż na tkaninie, zwłaszcza jeśli tkanina też jest kolorowa. 

    
    Na zdjęciu po lewej dwa kolory na długich nitkach, widać, że odcinki w jednym kolorze są dłuższe, a po prawej częściej się przeplatają, to z krótszych motków. Informacja dla tych co nie hardangerzą, haftujemy bloczkami jednym ciągiem jeden rządek, czyli najpierw obszywamy jeden romb, potem kolejny itd.  jak we frywolitce ;) 
Tylko odrobinę manipulowałam nitkami, nowy rządek zaczynałam tak aby kolory się wymieszały, a więc różowym tam gdzie w poprzednim było brąz.

    W międzyczasie pofarbowałam też Unifil, bo ta tkanina jest w 100% bawełniana, w przeciwieństwie do np. Lugany. Kolory wyszły fajne, nie puszcza farby tylko technicznie nie dam rady większych kawałków, nie dam rady tą samą metodą co nitki. Trzeba by było w kąpieli z barwnikiem, a wtedy może trochę farbować.


    Kolejne hafciki na pistacjowym i szarym Unifilu, farbowanym, nitki z tych tutaj z prawej i lewej, dwukolorowe. Te dwa zdjęcia  nie oddają rzeczywistych barw, te poniżej już tak.

 








    

    
   
                                          I gotowe  poduchy trzy


                         poduszki raczej, a w zasadzie poduszeczki;)



Mieszczą się w dłoni, a ja ma szczupłą dłoń, to jedyne miejsce, gdzie mi nie przybyło :)))



    Dwie jasne już dotarły do nowych właścicielek, razem z kilkoma motkami farbowanej Aidy , przyznaję, że z obawą czekam na efekt zabawy z moimi nitkami ;)
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...