Zwariowałam, to wariactwo, w moim przypadku, przeszło już w stan chroniczny :) oczywiście wariactwo na temat robótek. Dość dawno temu, Weronika na kuferku podała link do cudnych czółenek do frywolitki. Samodzielnie kupić tego nie mogłam, ale zauroczenie trwało, a jakby się nawet pogłębiało. Kiedyś zapytałam czy byłyby chętne do wspólnych zakupów i zaraz okazało się, że nie tylko ja tak mam. Weronika podjęła się zaspokoić nasze żądze :))) Termin zakupów był dla mnie bardzo niekorzystny, dopadł nas kryzys. Choć mąż dwoi się i troi żeby wyjść na swoje, jest ciężko ( tzn. głodni i bosi nie jesteśmy, ale rok temu było inaczej ). Nie mogłam jednak przegapić okazji, zaciągnęłam pożyczkę u pierworodnego i złożyłam zamówienie. Wczoraj listonosz przyniósł nowe czółenka.

Komplet mniejszych- 6 cm i jedno większe- 8 cm, metalowe z pięknym ornamentem.
Razem ze mną kupowała też Madziula, zamówiła takie same jak ja oraz duże czarne.

Musiałam od razu sprawdzić jak leżą w ręku, wymyśliłam więc szybko co nimi zrobię i ..... pech mnie nie opuszczał nadal . Po pierwsze- moje obawy się potwierdziły: czółenka są ciężkie, niewygodne i brudzą, ale i tak cieszę się jak wariatka, że je mam :)))) Najprawdopodobniej będą nieużywane, powiększą tylko moją kolekcję. Po drugie- choć to co wymyśliłam wykonałam, ale dziś miałam zamiar dokupić kilka elementów, aby pomysł dokończyć i wszystkie pasmanterie, które znajdowały się na mojej drodze były zamknięte :(((( tyle kilometrów niepotrzebnie zrobiłam, ale akurat to, ponoć ma wyjść mi na zdrowie.
Jedynie pożyczkę udało mi się w znacznej części spłacić i oby tak dalej, bo przez te czółenka nie mogę dokupić nici na dokończenie serwetki, ani zaopatrzyć się w len obrazkowy na nowy haft xxx. Co odłożę parę groszy to wydam na jakieś duperele czytaj : czółenka, kartoniki, mulinki, kleje....
Uzbierało się już trochę czółenek, żółwiowe to niespodzianka od Justyny ( wielkie dzięki ), a drewniane, płaskie zrobił tata Magdy. Widziałam jeszcze inne, które chętnie bym nabyła. Co prawda najlepiej supła mi się tymi z wydłużonymi noskami, lubię też bursztynowe, co nie znaczy, że nie mogę mieć innych po to żeby mieć:)))

A smutki ? oj są. Na komisji wojskowej skierowano Rafała na zbadanie poziomu bilirubiny i okazało się, że ma przekroczoną normę. Oczywiście wyniki zabrano, bo to oni za nie zapłacili :( a ja głupia myślałam, że skoro płacę ZUS i podatek to ja opłacam swoje badania lekarskie. Teraz trzeba je powtórzyć. Poczytałam w necie, to może być wszystko albo nic, niektórzy tak po prostu mają. Rafałowi poziomu bilirubiny nie badaliśmy chyba nigdy, to kiedyś Maćka dotyczyło, ale ALAT i ASPAT miał robiony kilkakrotnie- było ok.
Maciek jako noworodek miał problemy z odżółknięciem, leżał w szpitalu. Jego rocznik podlegał już pod kalendarz szczepień przeciwko wzw typu B, ale dopiero Ci urodzeni w drugiej połowie roku. Po kilku latach doszczepiano tych z pierwszej połowy roku. Rafała zaszczepiłam na własne życzenie. Wtedy jeszcze obowiązywała teoria, że po 5 latach należy powtórzyć szczepienia, więc w odpowiednim czasie zgłosiłam się do przychodni. Okazało się, że teoria się zmieniła, podobno potrójna dawka zabezpiecza na całe życie ( wczoraj lekarka z komisji wojskowej znowu temu zaprzeczyła ). Niestety nie wszystkich, aby się upewnić należałoby zrobić badania przeciwciał anty- HBs w surowicy, na własny koszt w Sanepidzie. Jako wyjątkowo upierdliwa matka, poinformowałam się i tam. Badania wykonano obu moim synom, Rafała wynik był zadowalający > 100 j.m ; Maćka nie- 1 j.m, co oznacza, że nie nabył odporności. Z wynikami zgłosiłam się do lekarza rodzinnego i to był mój błąd !!! lekarka z przychodni zawołała na pomoc koleżankę, pierwszy raz z czymś takim miały do czynienia, długo debatowały, po czym zaproponowały szczepienie przypominające na mój koszt. Zgodziłam się, a nie powinnam, albo przynajmniej inną szczepionką, ale tego już dowiedziałam się na ponownej wizycie w Sanepidzie.
Istnieje jakiś procent ludzi, którym szczepienia przeciwko wzw typu B nic nie dają, ale nikt nas o tym nie informuje.
Przed nami seria wizyt u lekarza, a jeszcze skóry do końca nie wyleczyliśmy. Rafał ma paskudne azs, od jakiegoś czasu cała twarz i szyja wysypana, kiedy chodzi z krótkimi rękawami to i okolice łokci rozdrapane, a to już dorosły facet, przystojny, wysoki i mądry facet . I jeszcze mój !!!






